To już prawie 5 miesięcy jak Ciebie nie ma.
A ja to wszystko mam przed oczami jakby to było chwilę temu.
Wszystko widzę, słyszę, czuję.....nie mogę dalej przestać płakać.
Tak bardzo nam Ciebie brakuje Tatku.
Żyję z dnia na dzień gdzieś głupio oczekując, że się coś zmieni, że wszystko wróci do normy.
Nie wróci.
Nie przyjedziesz po mnie na dworzec i nie przywitasz mnie tym Twoim ciepłym uśmiechem.
Nie zjemy razem codziennego wakacyjnego śniadania.
Nie zjemy razem żurku po drodze z Lublina w zajeździe Marzanna tak jak to zawsze robiliśmy.
Nie będziesz się śmiał z mojego przejmowania się egzaminami. "Asiuu panikara z Ciebie. I tak wiesz, że zdasz. Tak Tak! Ty nic nie umiesz, tylko 5 przyniesiesz"
Tyle prozaicznych codziennych rzeczy.Tysiące, miliony wspomnień.
Aż mnie rozdziera od środka, nie mogę złapać oddechu.
Nic już nie będzie jak dawniej.
Nigdy się z tym nie pogodzę.
Zostawił mnie najważniejszy człowiek w moim życiu. I to w taki sposób.
Chciałam Ci pomóc ze wszystkich sił, ale wiedziałam, że już nie mogę.
Tak bardzo tęsknię. Staram się nie myśleć o tym jak bardzo bo bym umarła z żalu.
Nikt nie wie jak bardzo za Tobą płaczę, jak często o Tobie myślę.
Jak bardzo czuję się nieszczęśliwa, pomimo, że w perspektywie mam przed sobą życie.
Co to za życie bez Ciebie, Twoich żartów i uśmiechu? Twoich mądrych i cierpliwych rad.
Poświęciłeś dla nas całego siebie. Ale jak my mamy dalej żyć? z takim obciążeniem psychicznym i z takimi obrazami w głowie.
Nikt nie wie, jak bardzo mi Ciebie brakuje.Jak bardzo nie mogę się odnaleźć w tym wszystkim, co pozostało.
Zobojętniałam. I tak wiem, że nigdy nie poczuję się już w pełni szczęśliwa, więc staram się pomóc w tym szczęściu innym.
Bardzo chcę wierzyć, że tu jesteś, że czuwasz nad nami. Jak idę na kolokwium, że idziesz koło mnie i się ze mnie śmiejesz.Że już Cię nic nie boli i jest Ci tam dobrze. Ale najgorsze są chwile zwątpienia....Kiedy myślę sobie, że życie to zwykły mechanizm...Co było nie wróci, jedni umierają, drudzy się rodzą, a każde osobne życie nie ma większego znaczenia w tym wszystkich, po prostu my sobie tak wyolbrzymiamy....swoje jestestwo.
Nie dość, że mam swój ból to najgorzej jest patrzeć na ból bliskich i nie potrafić im pomóc.
Dogodzić wszystkim. I nie zgubić siebie przy okazji.
Patrzę się na Twoje zdjęcie na biurku i nadal w to nie wierzę...Czuje, że tylko będzie coraz gorzej. Boję się kolejnego ciosu.
poniedziałek, 18 lutego 2013
poniedziałek, 8 października 2012
....
Tatusiu wróć do nas.
Tak bardzo tęsknię.
Nie mogę uwierzyć, że Ciebie tu nie ma.
Nigdy się z tym nie pogodzę. Nie chcę tego świata bez Ciebie...
Tak bardzo tęsknię.
Nie mogę uwierzyć, że Ciebie tu nie ma.
Nigdy się z tym nie pogodzę. Nie chcę tego świata bez Ciebie...
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Life - you heartless bitch.
Ostatnio często tak siedzę i rozmyślam..... co się ze mną stało przez te wszystkie lata?
Kim teraz jestem? Jakim jestem człowiekiem?
Gdzie są ludzie, którzy kiedyś koło mnie byli? Których ludzi straciłam, których odepchnęłam?
Które decyzje były błędne i żałuję ich po dziś dzień?
Tak wiele lat przeleciało przez palce...w tak wielkiej pogoni. Tęsknie za pewnym okresem w moim życiu.
Nie było czasu, żeby się zastanowić nad wpływem tych wszystkich decyzji na dalsze życie...
Jest jak jest, czasu nie cofnę. A nawet gdyby? To nie wiem dokładnie co zrobiłabym inaczej.
Nawet teraz nie potrafię uporządkować swojego życia, żeby było takie jakbym chciała.
Ale chyba i tak zazwyczaj wszystko układa się inaczej niż byśmy sobie tego życzyli.
Każdego dnia życie sobie z nas kpi i chyba coraz okrutniej.
Czemu to wszystko musi być takie trudne....
Rozglądam się wokół siebie i zadaje pytanie : the fuck is this.....
What if I got right into
My mind's velocity
What if I finally discovered
The rules of eternity
Will you stop running? Will you stop hiding?
And looking fot material things
Will you start searching will you start seeking for
Your immortal wings
What if I tell you
What we live for, what we die for
What if I tell you
That you will be born again
Kim teraz jestem? Jakim jestem człowiekiem?
Gdzie są ludzie, którzy kiedyś koło mnie byli? Których ludzi straciłam, których odepchnęłam?
Które decyzje były błędne i żałuję ich po dziś dzień?
Tak wiele lat przeleciało przez palce...w tak wielkiej pogoni. Tęsknie za pewnym okresem w moim życiu.
Nie było czasu, żeby się zastanowić nad wpływem tych wszystkich decyzji na dalsze życie...
Jest jak jest, czasu nie cofnę. A nawet gdyby? To nie wiem dokładnie co zrobiłabym inaczej.
Nawet teraz nie potrafię uporządkować swojego życia, żeby było takie jakbym chciała.
Ale chyba i tak zazwyczaj wszystko układa się inaczej niż byśmy sobie tego życzyli.
Każdego dnia życie sobie z nas kpi i chyba coraz okrutniej.
Czemu to wszystko musi być takie trudne....
Rozglądam się wokół siebie i zadaje pytanie : the fuck is this.....
What if I got right into
My mind's velocity
What if I finally discovered
The rules of eternity
Will you stop running? Will you stop hiding?
And looking fot material things
Will you start searching will you start seeking for
Your immortal wings
What if I tell you
What we live for, what we die for
What if I tell you
That you will be born again
niedziela, 6 listopada 2011
Mój Przyjacielu byłeś mi naprawdę bliski....
Od kilku lat mam depresje. Nie wiem, w którym to dokładnie momencie się zaczęło, ale trwa już znacznie za długo.
Nikt mi nie chce w to uwierzyć. Może to tylko takie moje określenie na stan w którym się okresowo znajduję. Albo cały czas tylko sama przed sobą ukrywam, że jest inaczej.
no bo jak ja, zdrowa, młoda dziewczyna mająca rodzinę, wielkie szanse przed sobą może mieć depresje? Nielogiczne prawda?
A jednak. Mam specyficznego rodzaju depresje. Depresje samotności, braku odwzajemnionej miłości.
I nawet znam na nią lek. Niestety nie jest dla mnie powszechnie dostępny. Tylko dla wybranych szczęśliwców. Nie wiem kto wypisuje na to recepty, ale chętnie bym się do tej osoby wybrała, koszty nie grają roli. Do tej pory chyba niestety załatwiałam ten specyfik dostać 'na lewo', dostałam jakąś podróbę i pozostały mi tylko fatalne skutki uboczne.Na całe życie.
Lekiem jest bliskość drugiej osoby. Taka szczera, prawdziwa, niewymuszona. Odwzajemnione uczucie i zaufanie. Tak, ten lek ma bardzo złożony skład. Zachodzą po nim niesamowite reakcje chemiczne, których nie jesteś w stanie zatrzymać w żaden sposób. Szybko uzależnia. Mogą się pojawić skutki uboczne ale przy całkowitym działaniu nie mają większego znaczenia.
CHYBA odcięłam się dziś od maszyny która dostarczała mi tlen. I co teraz, życie na bezdechu?
Szkoda, że nie potrafię oddychać beztlenowo jak jakiś pieprzony tasiemiec.
2 lata znajomości, smsów, wiadomości, spotkań, rozmów, pocałunków, dotyku...złudzeń....poszło się jebać. nie ma najmniejszego znaczenia.
jak to ostatnio napisałeś "nic nie trwa wiecznie'
Nikt nie dostarczył mi w całym życiu tyle przykrości co Ty.
Tak są też te wspaniałe chwile i wspomnienia...na każdym kroku.
Chciałbym o tym wszystkim zapomnieć mimo wszystko.
Przecież to i tak nie miało żadnego znaczenia......dla Ciebie.
To dlaczego ma mieć dla mnie?
Tyle razy już to roztrząsałam.
Chyba czas przestać i ruszyć dalej, powinnam to zrobić rok temu.
Pytanie tylko czy dam radę....
W tym roku dopadło mnie zbyt dużo wątpliwości...i nie wiem, co robić dalej ze swoim życiem.
Przez dwa lata TY byłeś moim celem, priorytetem. Cała reszta to były jakieś płotki, które musiałam przeskoczyć, żeby dalej Cie gonić.
i generalnie.... chuj bomki strzelił.
Myśli płyną nikt nie zatrzyma tych, które żyją
Żyją we mnie poza mną, beze mnie
Bez kontroli, niewoli
Rzucam granat wybuch boli
Sam siebie przebudzić z letargu
Sam siebie ze snu zakamarków
Odciąć wszystko co chore
Chronić słabe, zranione
Być tym co niepoliczone
Spierdalaj skurwielu okradłeś mnie
Myśli puste tych unikam
Wbijam się w sedno, głęboko wnikam
Potrzebuję iskry, chcę rozpalić ogień
Rozjaśnić mrok, który noszę w sobie
Połamane życie, wykręcona myśli
Ofiara gwałtu i nienawiści
Ofiara gwałtu i nienawiści
Spierdalaj skurwielu okradłeś mnie
Znam te ręce, te nade mną
Znam te oczy, te nade mną
Dobrze wiesz , że wiem
Wiem co mi zabrałeś
Wiem co odebrałeś
I ty dobrze, kurwa, wiesz, że wiem
I ty dobrze, kurwa, wiesz, że wiem
Nikt mi nie chce w to uwierzyć. Może to tylko takie moje określenie na stan w którym się okresowo znajduję. Albo cały czas tylko sama przed sobą ukrywam, że jest inaczej.
no bo jak ja, zdrowa, młoda dziewczyna mająca rodzinę, wielkie szanse przed sobą może mieć depresje? Nielogiczne prawda?
A jednak. Mam specyficznego rodzaju depresje. Depresje samotności, braku odwzajemnionej miłości.
I nawet znam na nią lek. Niestety nie jest dla mnie powszechnie dostępny. Tylko dla wybranych szczęśliwców. Nie wiem kto wypisuje na to recepty, ale chętnie bym się do tej osoby wybrała, koszty nie grają roli. Do tej pory chyba niestety załatwiałam ten specyfik dostać 'na lewo', dostałam jakąś podróbę i pozostały mi tylko fatalne skutki uboczne.Na całe życie.
Lekiem jest bliskość drugiej osoby. Taka szczera, prawdziwa, niewymuszona. Odwzajemnione uczucie i zaufanie. Tak, ten lek ma bardzo złożony skład. Zachodzą po nim niesamowite reakcje chemiczne, których nie jesteś w stanie zatrzymać w żaden sposób. Szybko uzależnia. Mogą się pojawić skutki uboczne ale przy całkowitym działaniu nie mają większego znaczenia.
CHYBA odcięłam się dziś od maszyny która dostarczała mi tlen. I co teraz, życie na bezdechu?
Szkoda, że nie potrafię oddychać beztlenowo jak jakiś pieprzony tasiemiec.
2 lata znajomości, smsów, wiadomości, spotkań, rozmów, pocałunków, dotyku...złudzeń....poszło się jebać. nie ma najmniejszego znaczenia.
jak to ostatnio napisałeś "nic nie trwa wiecznie'
Nikt nie dostarczył mi w całym życiu tyle przykrości co Ty.
Tak są też te wspaniałe chwile i wspomnienia...na każdym kroku.
Chciałbym o tym wszystkim zapomnieć mimo wszystko.
Przecież to i tak nie miało żadnego znaczenia......dla Ciebie.
To dlaczego ma mieć dla mnie?
Tyle razy już to roztrząsałam.
Chyba czas przestać i ruszyć dalej, powinnam to zrobić rok temu.
Pytanie tylko czy dam radę....
W tym roku dopadło mnie zbyt dużo wątpliwości...i nie wiem, co robić dalej ze swoim życiem.
Przez dwa lata TY byłeś moim celem, priorytetem. Cała reszta to były jakieś płotki, które musiałam przeskoczyć, żeby dalej Cie gonić.
i generalnie.... chuj bomki strzelił.
Myśli płyną nikt nie zatrzyma tych, które żyją
Żyją we mnie poza mną, beze mnie
Bez kontroli, niewoli
Rzucam granat wybuch boli
Sam siebie przebudzić z letargu
Sam siebie ze snu zakamarków
Odciąć wszystko co chore
Chronić słabe, zranione
Być tym co niepoliczone
Spierdalaj skurwielu okradłeś mnie
Myśli puste tych unikam
Wbijam się w sedno, głęboko wnikam
Potrzebuję iskry, chcę rozpalić ogień
Rozjaśnić mrok, który noszę w sobie
Połamane życie, wykręcona myśli
Ofiara gwałtu i nienawiści
Ofiara gwałtu i nienawiści
Spierdalaj skurwielu okradłeś mnie
Znam te ręce, te nade mną
Znam te oczy, te nade mną
Dobrze wiesz , że wiem
Wiem co mi zabrałeś
Wiem co odebrałeś
I ty dobrze, kurwa, wiesz, że wiem
I ty dobrze, kurwa, wiesz, że wiem
środa, 5 października 2011
High hopes
Beyond the horizon of the place we lived when we were young
In a world of magnets and miracles
Our thoughts strayed constantly and without boundary
The ringing of the division bell had begun
Along the Long Road and on down the Causeway
Do they still meet there by the Cut
There was a ragged band that followed in our footsteps
Running before times took our dreams away
Leaving the myriad small creatures trying to tie us to the ground
To a life consumed by slow decay
The grass was greener
The light was brighter
With friends surrounded
The nights of wonder
Looking beyond the embers of bridges glowing behind us
To a glimpse of how green it was on the other side
Steps taken forwards but sleepwalking back again
Dragged by the force of some sleeping tide
At a higher altitude with flag unfurled
We reached the dizzy heights of that dreamed of world
Encumbered forever by desire and ambition
There's a hunger still unsatisfied
Our weary eyes still stray to the horizon
Though down this road we've been so many times
The grass was greener
The light was brighter
The taste was sweeter
The nights of wonder
With friends surrounded
The dawn mist glowing
The water flowing
The endless river
Forever and ever
In a world of magnets and miracles
Our thoughts strayed constantly and without boundary
The ringing of the division bell had begun
Along the Long Road and on down the Causeway
Do they still meet there by the Cut
There was a ragged band that followed in our footsteps
Running before times took our dreams away
Leaving the myriad small creatures trying to tie us to the ground
To a life consumed by slow decay
The grass was greener
The light was brighter
With friends surrounded
The nights of wonder
Looking beyond the embers of bridges glowing behind us
To a glimpse of how green it was on the other side
Steps taken forwards but sleepwalking back again
Dragged by the force of some sleeping tide
At a higher altitude with flag unfurled
We reached the dizzy heights of that dreamed of world
Encumbered forever by desire and ambition
There's a hunger still unsatisfied
Our weary eyes still stray to the horizon
Though down this road we've been so many times
The grass was greener
The light was brighter
The taste was sweeter
The nights of wonder
With friends surrounded
The dawn mist glowing
The water flowing
The endless river
Forever and ever
piątek, 9 września 2011
I feel real danger. I feel it’s fallin' down.
Strach.
Wszechogarniający mnie strach. To tylko w tej chwili odczuwam.
Strach przed każdym kolejnym dniem.Strach przed tym co jest nieuniknione.
A nieunikniony jest koniec.
Tak bardzo się boję....
Wszechogarniający mnie strach. To tylko w tej chwili odczuwam.
Strach przed każdym kolejnym dniem.Strach przed tym co jest nieuniknione.
A nieunikniony jest koniec.
Tak bardzo się boję....
sobota, 30 lipca 2011
Got nothin'.
Always stays the same, nothing ever changes,
English summer rain seems to last for ages.
Always stays the same, nothing ever changes,
English summer rain seems to last for ages.
Mam dość. Serdecznie. Dość tego stanu w którym tkwię.
Gdybym tylko mogła wyrzucić z siebie to uczucie ścisku w klatce piersiowej rzygałabym do oporu, aż by mi było lżej.
Tyle czasu. Tyle nowych wspomnień, słów, gestów. A ja jestem w tym samym punkcie, w którym byłam w zeszłym roku.
Dałam się podejść jak idiotka.
Tyle poświęcenia, wsparcia.
i co ? i gówno. totalne.
Chcę się uwolnić. Nie chce być zakochana. Nie chce by mi na kimś zależało.
Chcę żeby mi zależało na sobie i swoim życiu, swoich osiągnięciach.
Chciałabym być taka jebaną egoistką jak ty skurwielu.
Nigdy nie docenisz tego ile dla Ciebie robiłam i jaka dla Ciebie byłam.
Nie zobaczysz jak bardzo mnie zniszczyłeś.
Nienawidzę siebie za to, że tak bardzo za Tobą tęsknię.
Za osobą, która ma na mnie tak pięknie wyjebane.
Udław się to swoją zajebaną dumą.
Złość na Ciebie da mi siłę na przetrwanie, jej teraz potrzebuję.
Hold your breath and count to ten,
And fall apart and start again...
English summer rain seems to last for ages.
Always stays the same, nothing ever changes,
English summer rain seems to last for ages.
Mam dość. Serdecznie. Dość tego stanu w którym tkwię.
Gdybym tylko mogła wyrzucić z siebie to uczucie ścisku w klatce piersiowej rzygałabym do oporu, aż by mi było lżej.
Tyle czasu. Tyle nowych wspomnień, słów, gestów. A ja jestem w tym samym punkcie, w którym byłam w zeszłym roku.
Dałam się podejść jak idiotka.
Tyle poświęcenia, wsparcia.
i co ? i gówno. totalne.
Chcę się uwolnić. Nie chce być zakochana. Nie chce by mi na kimś zależało.
Chcę żeby mi zależało na sobie i swoim życiu, swoich osiągnięciach.
Chciałabym być taka jebaną egoistką jak ty skurwielu.
Nigdy nie docenisz tego ile dla Ciebie robiłam i jaka dla Ciebie byłam.
Nie zobaczysz jak bardzo mnie zniszczyłeś.
Nienawidzę siebie za to, że tak bardzo za Tobą tęsknię.
Za osobą, która ma na mnie tak pięknie wyjebane.
Udław się to swoją zajebaną dumą.
Złość na Ciebie da mi siłę na przetrwanie, jej teraz potrzebuję.
Hold your breath and count to ten,
And fall apart and start again...
środa, 27 kwietnia 2011
I'm going under
Już czuję jak powoli spadam...ogarnięta strachem i tą pieprzoną bezsilnością.
Tak się boję tego upadku. Boję się, że nie znajdę sił i chęci, żeby odbić się od dna.
Każdy dzień zbliża nas do końca te przygody.
Tak bardzo tego nie chcę. Wszystko się zmieni.
Ciebie nie będzie a wraz z Tobą znikną resztki mojej radości.
Zniknie motywacja do walki, którą dzięki Tobie miałam.
Zostały nam 2 miesiące....które i tak spędzimy w książkach.
Tak wiem, podchodzę do tego jak do końca świata, jakbyśmy się już mieli nie spotkać. No bo właśnie chyba tak powinno być. Nawet nie wiemy co oboje mamy, teraz miało by być takie coś na odległość. Przecież to nie ma sensu, nie wiem jak wielką idiotką musiałabym być.
Nie wierzę, że on mnie traktuje serio i aż w takim stopniu mu zależy na mnie jak mi na nim. Pff.
Tak go wspieram, radzę..chociaż serce rwie mi się na strzępy.
Bezsens.
Zamieszkamy teraz oboje w dwóch domkach. Mój domek ma nad drzwiami napis "Please, don't leave me" a Twój "bye bye".
Staram się do tego jakoś przygotować. Ale czy można?Teraz już wybucham płaczem, a co będzie wtedy?
heh właśnie mi napisałeś, że idzesz na balet do Soundbaru w Lbn. Super. Udanej zabawy.
Nie zapomnij wyrwać jakiejś dziuni. I to nie jednej.
Kurwa.
Kiedy tak patrzysz na mnie i czuję twój lęk
Taki sam jak mój, przed nieznanym
Nie wiem co będzie z nami
I niewiele wiem sam o sobie samym
Patrz tylu ludzi pobłądziło gdzieś
Ich drogi rozeszły się i straciły sens
Nie wiem co będzie z nami
I niewiele wiem sam o sobie samym.
Tak się boję tego upadku. Boję się, że nie znajdę sił i chęci, żeby odbić się od dna.
Każdy dzień zbliża nas do końca te przygody.
Tak bardzo tego nie chcę. Wszystko się zmieni.
Ciebie nie będzie a wraz z Tobą znikną resztki mojej radości.
Zniknie motywacja do walki, którą dzięki Tobie miałam.
Zostały nam 2 miesiące....które i tak spędzimy w książkach.
Tak wiem, podchodzę do tego jak do końca świata, jakbyśmy się już mieli nie spotkać. No bo właśnie chyba tak powinno być. Nawet nie wiemy co oboje mamy, teraz miało by być takie coś na odległość. Przecież to nie ma sensu, nie wiem jak wielką idiotką musiałabym być.
Nie wierzę, że on mnie traktuje serio i aż w takim stopniu mu zależy na mnie jak mi na nim. Pff.
Tak go wspieram, radzę..chociaż serce rwie mi się na strzępy.
Bezsens.
Zamieszkamy teraz oboje w dwóch domkach. Mój domek ma nad drzwiami napis "Please, don't leave me" a Twój "bye bye".
Staram się do tego jakoś przygotować. Ale czy można?Teraz już wybucham płaczem, a co będzie wtedy?
heh właśnie mi napisałeś, że idzesz na balet do Soundbaru w Lbn. Super. Udanej zabawy.
Nie zapomnij wyrwać jakiejś dziuni. I to nie jednej.
Kurwa.
Kiedy tak patrzysz na mnie i czuję twój lęk
Taki sam jak mój, przed nieznanym
Nie wiem co będzie z nami
I niewiele wiem sam o sobie samym
Patrz tylu ludzi pobłądziło gdzieś
Ich drogi rozeszły się i straciły sens
Nie wiem co będzie z nami
I niewiele wiem sam o sobie samym.
środa, 23 marca 2011
Wracam znów nad ranem nie wiem skąd.. Muszę gdzieś się skryć.
Muszę przestać przepraszać za to, że żyję.
Tylko jak kurwa zmienić swoją naturę?
Wiecznie miła i pokojowo nastawiona.
Nigdy nic nikomu nie powiem przykrego,bo...nie potrafię, bo mi zaraz z tym źle. A co pomyślę to moje.
A przez to właśnie tak od ludzi można dostać po dupie, bo się przyzwyczaili, że jestem taka a nie inna.
Bo się nauczyłam, że choćbym miała racje to ludzie i tak nie przyznają się do swojego błędu.
Ślepe bezczelne świnie.
Racja jest jak dupa, każdy swoją ma, nie?
Noi własnie z takim przekonaniem nauczyłam się żyć.
Ale z każdym dniem jest coraz trudniej, bo poziom frustracji narasta.
Ostatnio czuję się cholernie samotna. Czuję, że nikogo nie mam tutaj.
A nawet jak już o kimś pomyślę ...to już się zastanawiam, czy na pewno jej mogę coś powiedzieć?
Zaufać?
Tak trzeba uważać na każdym kroku, na każde słowo.
Zwłaszcza teraz jak Magda i Aśka wielkie przyjaciółki.
Myślałam, że jest ok między mną a Aśką. Ale to tylko pozory.
Totalny dystans, którego nie potrafię pokonać. A na siłę nie ma sensu, więc się odsuwam.
Męczy mnie ta gra pozorów. Bardzo.
Bo trzymam z Tobą M. Mimo wszystko. Ale czy to wszystko jest tego warte?
Jedynie Ty teraz jesteś jakby przy mnie.
Nadal nie wiem w jakim stopniu mogę Ci zaufać. Zresztą jesteś facetem, więc nie nadajesz się do słuchania tych emocjonalnych bredni, więc udaję, że jest ze mną wszystko ok.
Bo chcę żeby między nami było ok, przynajmniej tyle.
A czy będzie? Nie wiem. Wiem jedno : potrzebuję Cię.
A Ty nie jesteś takim zimnym draniem na jakiego wyglądasz.
Wiosna przyszła, pogoda się poprawiła, powinnam być wesoła czy coś.
A ja taki wkurw mam od kilku dni, że poezja.
I tylko każdego dnia ktoś go podsyca.
Jestem dziwna, zawsze byłam. Żyję w swoim jakimś własnym świecie samotności,niezrozumienia i nienawiści do świata oraz ludzi. Krzyczę w środku a na zewnątrz jestem oazą spokoju.Chyba tak pozostanie.
Za gruba skorupa żeby ktoś się przez nią przebił.
Kurwa. Ja pierdole. A miałam przestać narzekać.
środa, 9 marca 2011
Your eyes aren’t blue, but I still see seas within.
Trochę...nie ogarniam sytuacji. I trochę mnie ona przerasta.
Tak nagle to wszystko nabrało obrotów....w dobrym kierunku?
Nie wiem czy w dobrym. Boję się myśleć, że w dobrym.
Boję się, że za chwilę znów będę przez Ciebie płakać.
A Ty znowu będziesz na to obojętny.
Jakoś jesteśmy bliżej, bliżej niż kiedykolwiek.
Tak jakbyśmy zaczynali ... od nowa?
A ja od nowa się Tobą fascynuje. Ale z umiarem i rozsądkiem.
Nie jak zakochana nastolatka, jakieś wielkie wzloty. Po prostu czuje jakiś spokój?
Że jest tak jak powinno być, bez naciskania.Rozmawiając z Tobą momentami widzę dojrzałego człowieka, który liczy się ze mną i stara się, żebym się trochę bardziej otworzyła, więcej mówiła.
Ostatnio bardzo mnie zaskakujesz. Zresztą kiedy tego nie robiłeś.
Moja intuicja mnie nie zawiodła, czułam, że będziesz chciał u mnie zostać na noc.
Sam o to zapytałeś, powiedziałeś, że chcesz. Uwielbiam gdy mnie całujesz, gdy się przytulasz.
"Chcesz się kochać?...Bazinga! Żartowałem. Nie powinienem z czymś takim wyskakiwać. Zresztą sex mógłby wszystko popsuć."
Zamarłam.Zaniemówiłam. Nie miałam pojęcia jak zareagować. To nie chcesz mnie po prostu przelecieć i zostawić dla kolejnej? Czy to Twoja kolejna gra słowna?
"Wiesz, Aśka kiedyś chciała po imprezie u mnie spać....powiedziałem jej, że u mnie spać możesz tylko Ty."
Tak, uwielbiam się obok Ciebie budzić.
A wczoraj? Wróciłam z zajęć i założyłam, że jedyne na co dziś mogę liczyć to na sms od Ciebie z życzeniami.Tak jak w zeszłym roku.
A tu nie dość, że sms, to propozycja wyjścia na browar na miasto. Ostatni raz byliśmy tak rok temu. Wychodzę z budynku a Ty mnie witasz bukietem żółtych tulipanów.Od tej pory moje ulubione. Ciekawe jaką miałam minę. Pewnie typu WTF? Czy to napewno Ty człowieku?
Było miło. Bardzo, zwłaszcza na koniec.
A teraz tak się cholernie boję, ile łez przyjdzie mi zapłacić za te kilka miłych chwil?
She's won the battle but now comes the fear.
O nic Cię nie pytałam. Znowu stchórzyłam. Nie chciałam niezręcznej rozmowy.
Nie padły żadne deklaracje. Nie wiem jak będzie dalej. Życie pokaże.
Tylko czekać, aż się wszystko spierdoli.
Lady puff. Martwię się o Ciebie, mimo że nie gadamy codziennie, jesteśmy pogrążeni w swoich problemach i nie mogę być ciągle przy Tobie. Myślami jestem wierz mi. I boję się, że już zbyt dużo na siebie bierzesz i w sobie nosisz. Nie chcę Cię stracić, bo jesteś dla mnie bardzo ważna.
Tak nagle to wszystko nabrało obrotów....w dobrym kierunku?
Nie wiem czy w dobrym. Boję się myśleć, że w dobrym.
Boję się, że za chwilę znów będę przez Ciebie płakać.
A Ty znowu będziesz na to obojętny.
Jakoś jesteśmy bliżej, bliżej niż kiedykolwiek.
Tak jakbyśmy zaczynali ... od nowa?
A ja od nowa się Tobą fascynuje. Ale z umiarem i rozsądkiem.
Nie jak zakochana nastolatka, jakieś wielkie wzloty. Po prostu czuje jakiś spokój?
Że jest tak jak powinno być, bez naciskania.Rozmawiając z Tobą momentami widzę dojrzałego człowieka, który liczy się ze mną i stara się, żebym się trochę bardziej otworzyła, więcej mówiła.
Ostatnio bardzo mnie zaskakujesz. Zresztą kiedy tego nie robiłeś.
Moja intuicja mnie nie zawiodła, czułam, że będziesz chciał u mnie zostać na noc.
Sam o to zapytałeś, powiedziałeś, że chcesz. Uwielbiam gdy mnie całujesz, gdy się przytulasz.
"Chcesz się kochać?...Bazinga! Żartowałem. Nie powinienem z czymś takim wyskakiwać. Zresztą sex mógłby wszystko popsuć."
Zamarłam.Zaniemówiłam. Nie miałam pojęcia jak zareagować. To nie chcesz mnie po prostu przelecieć i zostawić dla kolejnej? Czy to Twoja kolejna gra słowna?
"Wiesz, Aśka kiedyś chciała po imprezie u mnie spać....powiedziałem jej, że u mnie spać możesz tylko Ty."
Tak, uwielbiam się obok Ciebie budzić.
A wczoraj? Wróciłam z zajęć i założyłam, że jedyne na co dziś mogę liczyć to na sms od Ciebie z życzeniami.Tak jak w zeszłym roku.
A tu nie dość, że sms, to propozycja wyjścia na browar na miasto. Ostatni raz byliśmy tak rok temu. Wychodzę z budynku a Ty mnie witasz bukietem żółtych tulipanów.Od tej pory moje ulubione. Ciekawe jaką miałam minę. Pewnie typu WTF? Czy to napewno Ty człowieku?
Było miło. Bardzo, zwłaszcza na koniec.
A teraz tak się cholernie boję, ile łez przyjdzie mi zapłacić za te kilka miłych chwil?
She's won the battle but now comes the fear.
O nic Cię nie pytałam. Znowu stchórzyłam. Nie chciałam niezręcznej rozmowy.
Nie padły żadne deklaracje. Nie wiem jak będzie dalej. Życie pokaże.
Tylko czekać, aż się wszystko spierdoli.
Lady puff. Martwię się o Ciebie, mimo że nie gadamy codziennie, jesteśmy pogrążeni w swoich problemach i nie mogę być ciągle przy Tobie. Myślami jestem wierz mi. I boję się, że już zbyt dużo na siebie bierzesz i w sobie nosisz. Nie chcę Cię stracić, bo jesteś dla mnie bardzo ważna.
czwartek, 3 lutego 2011
Mój typ faceta? Skurwiel.
Jak się sypie to po całości.
Było zbyt dobrze prawda? Musiało się coś zjebać.
Jednak tym razem nad tym tak nie ubolewam.
Okazałeś mi brak szacunku, po raz kolejny.
Obraziłeś mnie. Wkurwiłeś mnie.
Niby nic. Jedno nieprzemyślane zdanie z Twojej strony.
Mogłam znowu to przełknąć, przeboleć...ze strachu żebyś się nie odwrócił, nie odszedł.
Ale jednak nie. Nie potrafię. Już nie.
Po 2 dniach się bezczelnie pytasz czy jestem obrażona.
Dobrze wiesz, że tak i że przesadziłeś.
Nadal nie doczekałam się zwykłego 'Przepraszam'.
Ale piszesz jak gdyby nigdy nic, mimo że wiesz, że mi przykro.
Już się chciałeś dziś spotkać....hah dobrze, że mnie na miejscu nie było.
Nudzi Ci się?Nie masz się z kim spotkać i komu pomarudzić?
Nie masz z kim zapalić i zwracasz się do mnie?
Bezczelny jak zawsze. I z czystym sumieniem, bo nieużywane.
Totalny pospolity skurwiel.
Nieważne w tej chwili, że mam do Ciebie słabość i co do Ciebie czuję.
Znowu jest we mnie ten gniew, co w październiku.
Nie będę tańczyła jak mi zagrasz. To moje rozdanie.
Myślałeś że standardowo pomilczysz trochę i poczekasz aż mi przejdzie?
Tamte czasy już się skończyły. A limit na wyrozumiałość i miłosierdzie dla Ciebie został wyczerpany.
Jeszcze mnie przeprosisz. Za to i za wszystkie moje łzy.
Nie doceniasz mnie....skurwielu.
Albo bierzesz wszystko albo nic. I jeszcze dostaniesz extra prezent na pożegnanie.
Było zbyt dobrze prawda? Musiało się coś zjebać.
Jednak tym razem nad tym tak nie ubolewam.
Okazałeś mi brak szacunku, po raz kolejny.
Obraziłeś mnie. Wkurwiłeś mnie.
Niby nic. Jedno nieprzemyślane zdanie z Twojej strony.
Mogłam znowu to przełknąć, przeboleć...ze strachu żebyś się nie odwrócił, nie odszedł.
Ale jednak nie. Nie potrafię. Już nie.
Po 2 dniach się bezczelnie pytasz czy jestem obrażona.
Dobrze wiesz, że tak i że przesadziłeś.
Nadal nie doczekałam się zwykłego 'Przepraszam'.
Ale piszesz jak gdyby nigdy nic, mimo że wiesz, że mi przykro.
Już się chciałeś dziś spotkać....hah dobrze, że mnie na miejscu nie było.
Nudzi Ci się?Nie masz się z kim spotkać i komu pomarudzić?
Nie masz z kim zapalić i zwracasz się do mnie?
Bezczelny jak zawsze. I z czystym sumieniem, bo nieużywane.
Totalny pospolity skurwiel.
Nieważne w tej chwili, że mam do Ciebie słabość i co do Ciebie czuję.
Znowu jest we mnie ten gniew, co w październiku.
Nie będę tańczyła jak mi zagrasz. To moje rozdanie.
Myślałeś że standardowo pomilczysz trochę i poczekasz aż mi przejdzie?
Tamte czasy już się skończyły. A limit na wyrozumiałość i miłosierdzie dla Ciebie został wyczerpany.
Jeszcze mnie przeprosisz. Za to i za wszystkie moje łzy.
Nie doceniasz mnie....skurwielu.
Albo bierzesz wszystko albo nic. I jeszcze dostaniesz extra prezent na pożegnanie.
piątek, 28 stycznia 2011
I need you to need me.
Ogarnął mnie paniczny strach.
że tracę Ciebie...że tracę to co mamy.
Bo chyba coś mamy prawda?
I znowu płaczę.
I znowu mi źle.
Bo nie może być długo dobrze prawda?
Ten strach mnie paraliżuje.
Znowu się od Ciebie uzależniłam..........:(
Proszę nie odchodź.
że tracę Ciebie...że tracę to co mamy.
Bo chyba coś mamy prawda?
I znowu płaczę.
I znowu mi źle.
Bo nie może być długo dobrze prawda?
Ten strach mnie paraliżuje.
Znowu się od Ciebie uzależniłam..........:(
Proszę nie odchodź.
piątek, 31 grudnia 2010
Got it all wrong.
To był pokręcony rok.
Właściwie cały rok kręcił się wokół Ciebie.
Nie mają teraz większego znaczenia wszystkie inne sukcesy czy porażki.
To wszystko minęło, a Ty nadal jesteś. Ale niby w jakiej postaci? Jako kto?
Jako ktoś kto sprowadza mnie na dno. I jako ktoś kto jako jedyny potrafi mnie z niego wyciągnąć.
Ostatni dzień roku. Chciałam go cholernie z Tobą spędzić. Od dawna o tym myślałam.
Jednak oczywiście nic z tego nie wyszło.
Jeśli się dowiem, że ten wieczór spędziłeś z NIĄ. Bądź przeklęty. Nigdy Ci tego nie wybaczę.
Myśląc właśnie o tym teraz - płaczę. Tak bardzo bym chciała żeby to były ostatnie łzy z Twojego powodu.
Można mieć jakieś życzenie noworoczne?
Mam jedno : please, don't hurt me anymore.
Właściwie cały rok kręcił się wokół Ciebie.
Nie mają teraz większego znaczenia wszystkie inne sukcesy czy porażki.
To wszystko minęło, a Ty nadal jesteś. Ale niby w jakiej postaci? Jako kto?
Jako ktoś kto sprowadza mnie na dno. I jako ktoś kto jako jedyny potrafi mnie z niego wyciągnąć.
Ostatni dzień roku. Chciałam go cholernie z Tobą spędzić. Od dawna o tym myślałam.
Jednak oczywiście nic z tego nie wyszło.
Jeśli się dowiem, że ten wieczór spędziłeś z NIĄ. Bądź przeklęty. Nigdy Ci tego nie wybaczę.
Myśląc właśnie o tym teraz - płaczę. Tak bardzo bym chciała żeby to były ostatnie łzy z Twojego powodu.
Można mieć jakieś życzenie noworoczne?
Mam jedno : please, don't hurt me anymore.
czwartek, 9 grudnia 2010
A mogłeś mieć swój diament....
Jestem zła. Jestem wściekła z bezsilności w którą się wpędziłam.
To Twoja jebana wina. Widzę Cię i mam ochotę wykrzyczeć jak bardzo mi Ciebie brakuje.
Dotykamy się przypadkowo, a ja mam ochotę krzyknąć jak bardzo Cię pragnę. Jak bardzo tęsknię.
Jak bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Dziś przyszedłeś do nas znowu... Piszemy ze sobą prawie każdego dnia?
Chcesz mnie dobić? Zniszczyć? wykończyć? Przecież to był mój cel...ale wiedziałam, że tak będzie.
Że to jest silniejsze ode mnie. To UCZUCIE. Bo to jest uczucie. Ile razy powiedziałam do siebie że Cię kocham? Wiele. O tak odruchowo. Bo napisałeś. Bo się uśmiechnąłeś.Wiem, jestem świadoma, że te słowa nie maja w tej chwili swojego pełnego znaczenia. Miłość to nie to. Choć skąd ja mam wiedzieć, co to miłość? Tą nastoletnią już przerabiałam.... Co mi z tego że jestem DOŚĆ stała w uczuciach? Bo jestem. Czuję się znowu taka bezradna. To już rok jak się znamy. I ciągle to samo przerabiamy. A ja nie wiem w jakiej pozycji jestem. I co ? Pojedziemy teraz na święta do domów..
Ty się zapewne spotkasz ze swoją ukochaną Kasią...A ja będę jak idiotka czekać na gadu aż napiszesz, dokładnie tak jak było w zeszłym roku.
I jestem zazdrosna. Cholernie. I tak było od kiedy tylko Cię poznałam. Jak one wszystkie do Ciebie się zwracają..a nie wypala w środku. 'Ach Marcinku no za mało się dziś wypachniłeś...moja poduszka pachniała Tobą przez tydzień, myślałam, że dziś też tak będzie' i obserwuje jak zbliża swoją głowę do jego szyi, by go powąchać. ' Oh ale kurtka Ci pachnie" bla bla bla. JA PIERDOLE.
Nie mam siły... \W ciągu 2 tygodni widzę Cie chyba 5 raz. Co jest z jednej strony świetne, bo pragnę Cię zobaczyć... a z drugiej tak męczące...bo jesteśmy wśród całej reszty i muszę się zachować tak obojętnie, żeby nikt nic nie zczaił. A czy na osobności zachowałabym się inaczej?
Czy to wszystko ma jakiś jebany sens? I mam zdrową ochotę wyjebać Magdzie jak jest w pobliżu niego. Wiem...pewnie jestem przewrażliwiona., ale... jak się ożywiła jak usłyszała, że Marcin przyjdzie. Lubie ją naprawdę, ale czasami mnie dopada myśl ' ty wredna suko odpierdol się'. Masz chłopaka którego chujasz na lewo i prawo? Masz kochanków?Faceci lecą na Ciebie kiedy chcesz? To łaskawie się odpierdol od tego jednego....i tylko patrzyłam jak całuje GO na pożegnanie w policzek ' oh no z Tobą też się trzeb pożegnac'. JA PIERDOLE. można? można.
I zadziwia mnie to jak pamiętasz... że nie chciałam wtedy z Tobą spać. Znów to dziś wypomniałeś. 6 maja tak? I wszystkie nasze spotkania. heh. so pathetic.
Nie wiem co robić? Zredykować to wszytsko do minimum jak się tylko da? Powiedzieć Ci żebyś się odpierdolił bo mi ciężko? ALe wtedy będzie mi jeszcze bardziej ciężko...Błędne koło.
Mam walczyć? Ale o co ? O to żeby po raz kolejny dać się naiwnie wykorzystać ?
JA PIERDOLE.
Jestem żałosna.
Mam jeszcze kilka dni.....zobaczymy co się wydarzy...
To Twoja jebana wina. Widzę Cię i mam ochotę wykrzyczeć jak bardzo mi Ciebie brakuje.
Dotykamy się przypadkowo, a ja mam ochotę krzyknąć jak bardzo Cię pragnę. Jak bardzo tęsknię.
Jak bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Dziś przyszedłeś do nas znowu... Piszemy ze sobą prawie każdego dnia?
Chcesz mnie dobić? Zniszczyć? wykończyć? Przecież to był mój cel...ale wiedziałam, że tak będzie.
Że to jest silniejsze ode mnie. To UCZUCIE. Bo to jest uczucie. Ile razy powiedziałam do siebie że Cię kocham? Wiele. O tak odruchowo. Bo napisałeś. Bo się uśmiechnąłeś.Wiem, jestem świadoma, że te słowa nie maja w tej chwili swojego pełnego znaczenia. Miłość to nie to. Choć skąd ja mam wiedzieć, co to miłość? Tą nastoletnią już przerabiałam.... Co mi z tego że jestem DOŚĆ stała w uczuciach? Bo jestem. Czuję się znowu taka bezradna. To już rok jak się znamy. I ciągle to samo przerabiamy. A ja nie wiem w jakiej pozycji jestem. I co ? Pojedziemy teraz na święta do domów..
Ty się zapewne spotkasz ze swoją ukochaną Kasią...A ja będę jak idiotka czekać na gadu aż napiszesz, dokładnie tak jak było w zeszłym roku.
I jestem zazdrosna. Cholernie. I tak było od kiedy tylko Cię poznałam. Jak one wszystkie do Ciebie się zwracają..a nie wypala w środku. 'Ach Marcinku no za mało się dziś wypachniłeś...moja poduszka pachniała Tobą przez tydzień, myślałam, że dziś też tak będzie' i obserwuje jak zbliża swoją głowę do jego szyi, by go powąchać. ' Oh ale kurtka Ci pachnie" bla bla bla. JA PIERDOLE.
Nie mam siły... \W ciągu 2 tygodni widzę Cie chyba 5 raz. Co jest z jednej strony świetne, bo pragnę Cię zobaczyć... a z drugiej tak męczące...bo jesteśmy wśród całej reszty i muszę się zachować tak obojętnie, żeby nikt nic nie zczaił. A czy na osobności zachowałabym się inaczej?
Czy to wszystko ma jakiś jebany sens? I mam zdrową ochotę wyjebać Magdzie jak jest w pobliżu niego. Wiem...pewnie jestem przewrażliwiona., ale... jak się ożywiła jak usłyszała, że Marcin przyjdzie. Lubie ją naprawdę, ale czasami mnie dopada myśl ' ty wredna suko odpierdol się'. Masz chłopaka którego chujasz na lewo i prawo? Masz kochanków?Faceci lecą na Ciebie kiedy chcesz? To łaskawie się odpierdol od tego jednego....i tylko patrzyłam jak całuje GO na pożegnanie w policzek ' oh no z Tobą też się trzeb pożegnac'. JA PIERDOLE. można? można.
I zadziwia mnie to jak pamiętasz... że nie chciałam wtedy z Tobą spać. Znów to dziś wypomniałeś. 6 maja tak? I wszystkie nasze spotkania. heh. so pathetic.
Nie wiem co robić? Zredykować to wszytsko do minimum jak się tylko da? Powiedzieć Ci żebyś się odpierdolił bo mi ciężko? ALe wtedy będzie mi jeszcze bardziej ciężko...Błędne koło.
Mam walczyć? Ale o co ? O to żeby po raz kolejny dać się naiwnie wykorzystać ?
JA PIERDOLE.
Jestem żałosna.
Mam jeszcze kilka dni.....zobaczymy co się wydarzy...
sobota, 27 listopada 2010
What is all about ?
W ciągu zaledwie dwóch dni osiągnęłam więcej niż mogłam przypuszczać. Ale czy napewno?
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
sobota, 13 listopada 2010
Błędne koło.
Pogubiłam się. Po raz 09876545678.....Kurwa. Przez Ciebie.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
sobota, 16 października 2010
Przejadłam się nadzieją... Choruję na naiwność...
Naiwność karmi nas złudzeniami, a potem dziw, że zdychamy z głodu.
Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....
Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.
Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....
Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.
środa, 6 października 2010
let it all disappear.
waiting for the end to come
wising I had strenght to stand
this is not what I had planed
it's out of my control
flying at the speed of light
thoughts were spining in my head
so many things were left unsaid
it's hard to let you go
I know what it takes to move on
I know how it feels to lie
all I want to do
is trade this life for something new
holding onto what I haven't got
Singing in the empty room
trying to forget the past
this was never meant to last
I wish it wasn't so.
Noi wszystko jasne.W sumie nic nie jest jasne.
Ale wiem,że nigdy nie będzie. Zawsze sprawy pozostają w moim życiu niewyjaśnione.
Ale jest wystarczająco jasne i oczywiste.
Kolejna gra. Obłuda. Bezczelność.
Moja chora naiwność. Bo chciałam uwierzyć w dobrą stronę człowieka.
Przecież kurwa od razu wiedziałam jakim typem człowieka jesteś.
Czemu walczyłam ze swoją intuicją? Ze swoją świadomością?
Nie wiem czy bardziej nienawidzę za to siebie czy Ciebie.
Znowu tyle żalu i goryczy.
Przecież chciałam żeby to ruszyło. Noi mam co chciałam.
ALe i tak nie byłam na to przygotowana. Nie można być na to przygotowanym.
Bo człowiek zawsze gdzieś głęboko wierzy, że będzie po jego myśli.
I chuj.
Życie tak bardzo z nas drwi.
Może to moja wina? Szukam wielu wyjaśnień, ale chyba niepotrzebnie.
Nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czasu i siebie na to poświęciłam.
Tyle najbliższych mi osób mogłam rozczarować przez Ciebie.
Wszystko ustawiałam gdzieś podświadomie pod Ciebie skurwysynu.
Mieszkanie....nawet butelkę whiskey, którą przywiozłam.Takie drobiazgi.
Kiedyś razem piliśmy whiskey. Kolejne pierdolone naiwne chwile.
Nie zapomne tej pierdolonej soboty. Od rana to był dziwny dzień.
Dzień mojego przyjazdu do Lbn. Z jednej strony tak ciężko mi było opuszczać dom.
Ale z drugiej....liczyłam na to, że się ułoży. Joff idiotko.
Myślałąm cały czas kiedy Cię zobaczę, czy już jesteś.
Mimo że po raz kolejny potraktowałes mnie podczas rozmowy jak gówno.
Wiedziałam, że jesteś. Tzn. Byłeś w piątek. Usłyszałam od Magdy.
Rodzice odjechali a ja myślałam, że oszaleję, jeśli zostanę w tym mieszkaniu.
No to się okazało, że idziemy do was, do Ciebie i Asi.
Serce miałam pod gardłem,miałam nadzieję, że może się wybierzesz z nami na imprezę.
że przywitasz mnie uśmiechem....być może uściskiem. oh tak to już kompletne bujanie w obłokach.
przeszła mi przez głowę myśl : ah no tak pewnie go nie ma, poszedł ze znajomymi na impreze.
I faktycznie Cię nie było. Byłeś tak gdzie się nie spodziewałam że jesteś.
Usłyszałam tylko :" mam wolną chatę, M-a nie ma, do Wawki pojechał...do dziewczyny. dobrze, dobrze niech jedzie."
Poczułam jakby ktoś mi dał w twarz. Kopnął w brzuch.Wsadził mi rękę w klatkę piersiową i ścisnął mocno serce. Nie mogłam oddychać. Musiałam jednak zachować kamienną twarz. Udałam lekkie zdziwienie, zmusiłam mięśnie mimiczne twarzy do ułożenia się w lekki dziubek, a później lekki uśmiech.Chwyciłam telefon, odruchowo. Wiedziałam do kogo musze to napisać.
Reszta już się nie liczyła. Dojście na przystanek, jazda mpk, impreza u Wiolki, a później klub.
Byłam w pierdolonym amoku i szoku. Starałam sobie przypomnieć co przeoczyłam, co zbagatelizowałam.
Chyba wiele rzeczy. Jedyne to co jeszcze do mnie dotarło co Aska mówiła, to to że wybierał sobie odpowiednie koszulki i się zastanawiał gdzie ją tam zabrać, żeby go było stać. To mnie dobiło. Starał się, zależało mu.
Po prostu czułam jak wali mi się świat, czułam już te gruzy, z którymi będę musiała zmierzyć się rano.
Alkohol troszkę znieczulił. A gdy mama zadzwoniła w nocy, że szczęśliwie dojechali wyszeptałam tylko:
Mamo chcę do domu, chcę wracać.....
On był tu moim światem. Teraz to jest tylko miejsce, w którym musze po prostu być i na każdym kroku zmierzyć się z bolesnym wspomnieniem z Nim związanym.
Łzy mi spływają. Chyba dopiero po raz 2 lub trzeci. Nawet nie byłam w stanie płakać.
Każdego dnia musi mi ktoś lub coś o nim przypominać.
Boję się dowiedzieć która to, jaka to. W sumie nie ma to dla mnie znaczenia.
Widocznie ma więcej niż ja i jest bardziej wyjątkowa.
Tak mi trudno uwierzyć,że to wszystko nic dla niego nie znaczyło.....
The hardest part of ending is starting again.
nie wiem co dalej.
wising I had strenght to stand
this is not what I had planed
it's out of my control
flying at the speed of light
thoughts were spining in my head
so many things were left unsaid
it's hard to let you go
I know what it takes to move on
I know how it feels to lie
all I want to do
is trade this life for something new
holding onto what I haven't got
Singing in the empty room
trying to forget the past
this was never meant to last
I wish it wasn't so.
Noi wszystko jasne.W sumie nic nie jest jasne.
Ale wiem,że nigdy nie będzie. Zawsze sprawy pozostają w moim życiu niewyjaśnione.
Ale jest wystarczająco jasne i oczywiste.
Kolejna gra. Obłuda. Bezczelność.
Moja chora naiwność. Bo chciałam uwierzyć w dobrą stronę człowieka.
Przecież kurwa od razu wiedziałam jakim typem człowieka jesteś.
Czemu walczyłam ze swoją intuicją? Ze swoją świadomością?
Nie wiem czy bardziej nienawidzę za to siebie czy Ciebie.
Znowu tyle żalu i goryczy.
Przecież chciałam żeby to ruszyło. Noi mam co chciałam.
ALe i tak nie byłam na to przygotowana. Nie można być na to przygotowanym.
Bo człowiek zawsze gdzieś głęboko wierzy, że będzie po jego myśli.
I chuj.
Życie tak bardzo z nas drwi.
Może to moja wina? Szukam wielu wyjaśnień, ale chyba niepotrzebnie.
Nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czasu i siebie na to poświęciłam.
Tyle najbliższych mi osób mogłam rozczarować przez Ciebie.
Wszystko ustawiałam gdzieś podświadomie pod Ciebie skurwysynu.
Mieszkanie....nawet butelkę whiskey, którą przywiozłam.Takie drobiazgi.
Kiedyś razem piliśmy whiskey. Kolejne pierdolone naiwne chwile.
Nie zapomne tej pierdolonej soboty. Od rana to był dziwny dzień.
Dzień mojego przyjazdu do Lbn. Z jednej strony tak ciężko mi było opuszczać dom.
Ale z drugiej....liczyłam na to, że się ułoży. Joff idiotko.
Myślałąm cały czas kiedy Cię zobaczę, czy już jesteś.
Mimo że po raz kolejny potraktowałes mnie podczas rozmowy jak gówno.
Wiedziałam, że jesteś. Tzn. Byłeś w piątek. Usłyszałam od Magdy.
Rodzice odjechali a ja myślałam, że oszaleję, jeśli zostanę w tym mieszkaniu.
No to się okazało, że idziemy do was, do Ciebie i Asi.
Serce miałam pod gardłem,miałam nadzieję, że może się wybierzesz z nami na imprezę.
że przywitasz mnie uśmiechem....być może uściskiem. oh tak to już kompletne bujanie w obłokach.
przeszła mi przez głowę myśl : ah no tak pewnie go nie ma, poszedł ze znajomymi na impreze.
I faktycznie Cię nie było. Byłeś tak gdzie się nie spodziewałam że jesteś.
Usłyszałam tylko :" mam wolną chatę, M-a nie ma, do Wawki pojechał...do dziewczyny. dobrze, dobrze niech jedzie."
Poczułam jakby ktoś mi dał w twarz. Kopnął w brzuch.Wsadził mi rękę w klatkę piersiową i ścisnął mocno serce. Nie mogłam oddychać. Musiałam jednak zachować kamienną twarz. Udałam lekkie zdziwienie, zmusiłam mięśnie mimiczne twarzy do ułożenia się w lekki dziubek, a później lekki uśmiech.Chwyciłam telefon, odruchowo. Wiedziałam do kogo musze to napisać.
Reszta już się nie liczyła. Dojście na przystanek, jazda mpk, impreza u Wiolki, a później klub.
Byłam w pierdolonym amoku i szoku. Starałam sobie przypomnieć co przeoczyłam, co zbagatelizowałam.
Chyba wiele rzeczy. Jedyne to co jeszcze do mnie dotarło co Aska mówiła, to to że wybierał sobie odpowiednie koszulki i się zastanawiał gdzie ją tam zabrać, żeby go było stać. To mnie dobiło. Starał się, zależało mu.
Po prostu czułam jak wali mi się świat, czułam już te gruzy, z którymi będę musiała zmierzyć się rano.
Alkohol troszkę znieczulił. A gdy mama zadzwoniła w nocy, że szczęśliwie dojechali wyszeptałam tylko:
Mamo chcę do domu, chcę wracać.....
On był tu moim światem. Teraz to jest tylko miejsce, w którym musze po prostu być i na każdym kroku zmierzyć się z bolesnym wspomnieniem z Nim związanym.
Łzy mi spływają. Chyba dopiero po raz 2 lub trzeci. Nawet nie byłam w stanie płakać.
Każdego dnia musi mi ktoś lub coś o nim przypominać.
Boję się dowiedzieć która to, jaka to. W sumie nie ma to dla mnie znaczenia.
Widocznie ma więcej niż ja i jest bardziej wyjątkowa.
Tak mi trudno uwierzyć,że to wszystko nic dla niego nie znaczyło.....
The hardest part of ending is starting again.
nie wiem co dalej.
piątek, 1 października 2010
Show must go on.
I powrót do tego wszystkiego.
Niby już innego, niby znowu inaczej, a jednak dalej to samo.
To samo w środku mnie.
No może więcej rozgoryczenia, ostrożności
mniej zaufania i złudnych nadzieji.
Ale nadal to coś się we mnie bestialsko tli.
Głupia naiwna idiotka, która nie potrafi ogarnąć siebie i swojego życia.
Nie wiem jak to będzie. Cholernie się boję, ale taka kolej rzeczy.
Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Tylko czy wystarczy sił ? Kiedy powiem sobie....dość ? Tak ostatecznie?
Chyba wraz z końcem mojego istnienia.
But it's time to face the truth,
I will never be with you.
Niby już innego, niby znowu inaczej, a jednak dalej to samo.
To samo w środku mnie.
No może więcej rozgoryczenia, ostrożności
mniej zaufania i złudnych nadzieji.
Ale nadal to coś się we mnie bestialsko tli.
Głupia naiwna idiotka, która nie potrafi ogarnąć siebie i swojego życia.
Nie wiem jak to będzie. Cholernie się boję, ale taka kolej rzeczy.
Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Tylko czy wystarczy sił ? Kiedy powiem sobie....dość ? Tak ostatecznie?
Chyba wraz z końcem mojego istnienia.
But it's time to face the truth,
I will never be with you.
środa, 15 września 2010
The future's in our memories.
Chciałabym wreszcie tu napisać, że coś się zmieniło, że coś się wydarzyło co odmieniło bieg wydarzeń. Jednak nic się takiego nie stało i prawdopodobnie się nie stanie w najbliższym czasie. Już chyba nawet powoli przestaję na to liczyć. Jestem zmęczona, bardzo zmęczona i znudzona tym. Chyba nie mam już siły się starać, żeby to wszystko jakoś ciągnąć, podtrzymać. Gdzieś zgubiłam ostatnio tą siłę i chęć. Chęć na cokolwiek. Już nie chcę tam wracać. Wracać i zacząć to błędne koło od nowa. Tą grę, to udawanie. To mnie zabije, zdusi w środku.TY mnie zniszczysz tą swoją pieprzoną grą. Pewnie masz kurwa ubaw. Moim kosztem. Kolejny skurwiel.Po prostu ciśnie mi się na usta jedno zdanie co do Ciebie "what a fuckin' pussy". Aż trudno mi uwierzyć, że facet może albo być tak cyniczny albo nieogarnięty. Gdyby Ci naprawdę zależało to już byś dawno to doprowadził do porządku. Ale chyba Tobie nie zależy. A ja muszę to zrozumieć. Muszę to sobie wpoić dla własnego dobra. Chcę już odkryć karty, chce już znać dalszy ciąg tej historii, być może koniec. Mam już dość tego martwego punktu i tej zabawy.W sumie nie wiem czemu mnie dopadły po raz kolejny takie myśli, to zrezygnowanie. W sumie jest między nami ostatnio dobrze, nawet bardzo. Ale to był pewnie z Twojej strony kolejny chwytliwy ruch, żebym się za bardzo nie oddaliła, żebym przypadkiem o Tobie skurwielu nie zapomniała.Ale jak widzisz już się na to tak nie nabieram.Po prostu powiedz co masz powiedzieć i daj mi normalnie żyć......To takie żałosne wszystko. Tak bardzo Cię tam będę potrzebować i Twojego wsparcia, ale pewnie go nigdy nie otrzymam. Jebać to wszystko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)