W ciągu zaledwie dwóch dni osiągnęłam więcej niż mogłam przypuszczać. Ale czy napewno?
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
sobota, 27 listopada 2010
sobota, 13 listopada 2010
Błędne koło.
Pogubiłam się. Po raz 09876545678.....Kurwa. Przez Ciebie.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)