sobota, 16 października 2010

Przejadłam się nadzieją... Choruję na naiwność...

Naiwność karmi nas złudzeniami, a potem dziw, że zdychamy z głodu.


Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....



Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.

środa, 6 października 2010

let it all disappear.

waiting for the end to come
wising I had strenght to stand
this is not what I had planed
it's out of my control
flying at the speed of light
thoughts were spining in my head
so many things were left unsaid
it's hard to let you go

I know what it takes to move on

I know how it feels to lie
all I want to do
is trade this life for something new
holding onto what I haven't got

Singing in the empty room

trying to forget the past
this was never meant to last
I wish it wasn't so.


Noi wszystko jasne.W sumie nic nie jest jasne.
Ale wiem,że nigdy nie będzie. Zawsze sprawy pozostają w moim życiu niewyjaśnione.
Ale jest wystarczająco jasne i oczywiste.
Kolejna gra. Obłuda. Bezczelność.
Moja chora naiwność. Bo chciałam uwierzyć w dobrą stronę człowieka.
Przecież kurwa od razu wiedziałam jakim typem człowieka jesteś.
Czemu walczyłam ze swoją intuicją? Ze swoją świadomością?
Nie wiem czy bardziej nienawidzę za to siebie czy Ciebie.
Znowu tyle żalu i goryczy.
Przecież chciałam żeby to ruszyło. Noi mam co chciałam.
ALe i tak nie byłam na to przygotowana. Nie można być na to przygotowanym.
Bo człowiek zawsze gdzieś głęboko wierzy, że będzie po jego myśli.
I chuj.
Życie tak bardzo z nas drwi.
Może to moja wina? Szukam wielu wyjaśnień, ale chyba niepotrzebnie.
Nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czasu i siebie na to poświęciłam.
Tyle najbliższych mi osób mogłam rozczarować przez Ciebie.
Wszystko ustawiałam gdzieś podświadomie pod Ciebie skurwysynu.
Mieszkanie....nawet butelkę whiskey, którą przywiozłam.Takie drobiazgi.
Kiedyś razem piliśmy whiskey. Kolejne pierdolone naiwne chwile.

Nie zapomne tej pierdolonej soboty. Od rana to był dziwny dzień.
Dzień mojego przyjazdu do Lbn. Z jednej strony tak ciężko mi było opuszczać dom.
Ale z drugiej....liczyłam na to, że się ułoży. Joff idiotko.
Myślałąm cały czas kiedy Cię zobaczę, czy już jesteś.
Mimo że po raz kolejny potraktowałes mnie podczas rozmowy jak gówno.
Wiedziałam, że jesteś. Tzn. Byłeś w piątek. Usłyszałam od Magdy.
Rodzice odjechali a ja myślałam, że oszaleję, jeśli zostanę w tym mieszkaniu.
No to się okazało, że idziemy do was, do Ciebie i Asi.
Serce miałam pod gardłem,miałam nadzieję, że może się wybierzesz z nami na imprezę.
że przywitasz mnie uśmiechem....być może uściskiem. oh tak to już kompletne bujanie w obłokach.
przeszła mi przez głowę myśl : ah no tak pewnie go nie ma, poszedł ze znajomymi na impreze.
I faktycznie Cię nie było. Byłeś tak gdzie się nie spodziewałam że jesteś.
Usłyszałam tylko :" mam wolną chatę, M-a nie ma, do Wawki pojechał...do dziewczyny. dobrze, dobrze niech jedzie."
Poczułam jakby ktoś mi dał w twarz. Kopnął w brzuch.Wsadził mi rękę w klatkę piersiową i ścisnął mocno serce. Nie mogłam oddychać. Musiałam jednak zachować kamienną twarz. Udałam lekkie zdziwienie, zmusiłam mięśnie mimiczne twarzy do ułożenia się w lekki dziubek, a później lekki uśmiech.Chwyciłam telefon, odruchowo. Wiedziałam do kogo musze to napisać.
Reszta już się nie liczyła. Dojście na przystanek, jazda mpk, impreza u Wiolki, a później klub.
Byłam w pierdolonym amoku i szoku. Starałam sobie przypomnieć co przeoczyłam, co zbagatelizowałam.
Chyba wiele rzeczy. Jedyne to co jeszcze do mnie dotarło co Aska mówiła, to to że wybierał sobie odpowiednie koszulki i się zastanawiał gdzie ją tam zabrać, żeby go było stać. To mnie dobiło. Starał się, zależało mu.
Po prostu czułam jak wali mi się świat, czułam już te gruzy, z którymi będę musiała zmierzyć się rano.
Alkohol troszkę znieczulił. A gdy mama zadzwoniła w nocy, że szczęśliwie dojechali wyszeptałam tylko:
Mamo chcę do domu, chcę wracać.....
On był tu moim światem. Teraz to jest tylko miejsce, w którym musze po prostu być i na każdym kroku zmierzyć się z bolesnym wspomnieniem z Nim związanym.

Łzy mi spływają. Chyba dopiero po raz 2 lub trzeci. Nawet nie byłam w stanie płakać.
Każdego dnia musi mi ktoś lub coś o nim przypominać.
Boję się dowiedzieć która to, jaka to. W sumie nie ma to dla mnie znaczenia.
Widocznie ma więcej niż ja i jest bardziej wyjątkowa.
Tak mi trudno uwierzyć,że to wszystko nic dla niego nie znaczyło.....

The hardest part of ending is starting again.

nie wiem co dalej.

piątek, 1 października 2010

Show must go on.

I powrót do tego wszystkiego.
Niby już innego, niby znowu inaczej, a jednak dalej to samo.
To samo w środku mnie.
No może więcej rozgoryczenia, ostrożności
mniej zaufania i złudnych nadzieji.
Ale nadal to coś się we mnie bestialsko tli.
Głupia naiwna idiotka, która nie potrafi ogarnąć siebie i swojego życia.
Nie wiem jak to będzie. Cholernie się boję, ale taka kolej rzeczy.
Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Tylko czy wystarczy sił ? Kiedy powiem sobie....dość ? Tak ostatecznie?
Chyba wraz z końcem mojego istnienia.

But it's time to face the truth,
I will never be with you.