To był pokręcony rok.
Właściwie cały rok kręcił się wokół Ciebie.
Nie mają teraz większego znaczenia wszystkie inne sukcesy czy porażki.
To wszystko minęło, a Ty nadal jesteś. Ale niby w jakiej postaci? Jako kto?
Jako ktoś kto sprowadza mnie na dno. I jako ktoś kto jako jedyny potrafi mnie z niego wyciągnąć.
Ostatni dzień roku. Chciałam go cholernie z Tobą spędzić. Od dawna o tym myślałam.
Jednak oczywiście nic z tego nie wyszło.
Jeśli się dowiem, że ten wieczór spędziłeś z NIĄ. Bądź przeklęty. Nigdy Ci tego nie wybaczę.
Myśląc właśnie o tym teraz - płaczę. Tak bardzo bym chciała żeby to były ostatnie łzy z Twojego powodu.
Można mieć jakieś życzenie noworoczne?
Mam jedno : please, don't hurt me anymore.
piątek, 31 grudnia 2010
czwartek, 9 grudnia 2010
A mogłeś mieć swój diament....
Jestem zła. Jestem wściekła z bezsilności w którą się wpędziłam.
To Twoja jebana wina. Widzę Cię i mam ochotę wykrzyczeć jak bardzo mi Ciebie brakuje.
Dotykamy się przypadkowo, a ja mam ochotę krzyknąć jak bardzo Cię pragnę. Jak bardzo tęsknię.
Jak bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Dziś przyszedłeś do nas znowu... Piszemy ze sobą prawie każdego dnia?
Chcesz mnie dobić? Zniszczyć? wykończyć? Przecież to był mój cel...ale wiedziałam, że tak będzie.
Że to jest silniejsze ode mnie. To UCZUCIE. Bo to jest uczucie. Ile razy powiedziałam do siebie że Cię kocham? Wiele. O tak odruchowo. Bo napisałeś. Bo się uśmiechnąłeś.Wiem, jestem świadoma, że te słowa nie maja w tej chwili swojego pełnego znaczenia. Miłość to nie to. Choć skąd ja mam wiedzieć, co to miłość? Tą nastoletnią już przerabiałam.... Co mi z tego że jestem DOŚĆ stała w uczuciach? Bo jestem. Czuję się znowu taka bezradna. To już rok jak się znamy. I ciągle to samo przerabiamy. A ja nie wiem w jakiej pozycji jestem. I co ? Pojedziemy teraz na święta do domów..
Ty się zapewne spotkasz ze swoją ukochaną Kasią...A ja będę jak idiotka czekać na gadu aż napiszesz, dokładnie tak jak było w zeszłym roku.
I jestem zazdrosna. Cholernie. I tak było od kiedy tylko Cię poznałam. Jak one wszystkie do Ciebie się zwracają..a nie wypala w środku. 'Ach Marcinku no za mało się dziś wypachniłeś...moja poduszka pachniała Tobą przez tydzień, myślałam, że dziś też tak będzie' i obserwuje jak zbliża swoją głowę do jego szyi, by go powąchać. ' Oh ale kurtka Ci pachnie" bla bla bla. JA PIERDOLE.
Nie mam siły... \W ciągu 2 tygodni widzę Cie chyba 5 raz. Co jest z jednej strony świetne, bo pragnę Cię zobaczyć... a z drugiej tak męczące...bo jesteśmy wśród całej reszty i muszę się zachować tak obojętnie, żeby nikt nic nie zczaił. A czy na osobności zachowałabym się inaczej?
Czy to wszystko ma jakiś jebany sens? I mam zdrową ochotę wyjebać Magdzie jak jest w pobliżu niego. Wiem...pewnie jestem przewrażliwiona., ale... jak się ożywiła jak usłyszała, że Marcin przyjdzie. Lubie ją naprawdę, ale czasami mnie dopada myśl ' ty wredna suko odpierdol się'. Masz chłopaka którego chujasz na lewo i prawo? Masz kochanków?Faceci lecą na Ciebie kiedy chcesz? To łaskawie się odpierdol od tego jednego....i tylko patrzyłam jak całuje GO na pożegnanie w policzek ' oh no z Tobą też się trzeb pożegnac'. JA PIERDOLE. można? można.
I zadziwia mnie to jak pamiętasz... że nie chciałam wtedy z Tobą spać. Znów to dziś wypomniałeś. 6 maja tak? I wszystkie nasze spotkania. heh. so pathetic.
Nie wiem co robić? Zredykować to wszytsko do minimum jak się tylko da? Powiedzieć Ci żebyś się odpierdolił bo mi ciężko? ALe wtedy będzie mi jeszcze bardziej ciężko...Błędne koło.
Mam walczyć? Ale o co ? O to żeby po raz kolejny dać się naiwnie wykorzystać ?
JA PIERDOLE.
Jestem żałosna.
Mam jeszcze kilka dni.....zobaczymy co się wydarzy...
To Twoja jebana wina. Widzę Cię i mam ochotę wykrzyczeć jak bardzo mi Ciebie brakuje.
Dotykamy się przypadkowo, a ja mam ochotę krzyknąć jak bardzo Cię pragnę. Jak bardzo tęsknię.
Jak bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Dziś przyszedłeś do nas znowu... Piszemy ze sobą prawie każdego dnia?
Chcesz mnie dobić? Zniszczyć? wykończyć? Przecież to był mój cel...ale wiedziałam, że tak będzie.
Że to jest silniejsze ode mnie. To UCZUCIE. Bo to jest uczucie. Ile razy powiedziałam do siebie że Cię kocham? Wiele. O tak odruchowo. Bo napisałeś. Bo się uśmiechnąłeś.Wiem, jestem świadoma, że te słowa nie maja w tej chwili swojego pełnego znaczenia. Miłość to nie to. Choć skąd ja mam wiedzieć, co to miłość? Tą nastoletnią już przerabiałam.... Co mi z tego że jestem DOŚĆ stała w uczuciach? Bo jestem. Czuję się znowu taka bezradna. To już rok jak się znamy. I ciągle to samo przerabiamy. A ja nie wiem w jakiej pozycji jestem. I co ? Pojedziemy teraz na święta do domów..
Ty się zapewne spotkasz ze swoją ukochaną Kasią...A ja będę jak idiotka czekać na gadu aż napiszesz, dokładnie tak jak było w zeszłym roku.
I jestem zazdrosna. Cholernie. I tak było od kiedy tylko Cię poznałam. Jak one wszystkie do Ciebie się zwracają..a nie wypala w środku. 'Ach Marcinku no za mało się dziś wypachniłeś...moja poduszka pachniała Tobą przez tydzień, myślałam, że dziś też tak będzie' i obserwuje jak zbliża swoją głowę do jego szyi, by go powąchać. ' Oh ale kurtka Ci pachnie" bla bla bla. JA PIERDOLE.
Nie mam siły... \W ciągu 2 tygodni widzę Cie chyba 5 raz. Co jest z jednej strony świetne, bo pragnę Cię zobaczyć... a z drugiej tak męczące...bo jesteśmy wśród całej reszty i muszę się zachować tak obojętnie, żeby nikt nic nie zczaił. A czy na osobności zachowałabym się inaczej?
Czy to wszystko ma jakiś jebany sens? I mam zdrową ochotę wyjebać Magdzie jak jest w pobliżu niego. Wiem...pewnie jestem przewrażliwiona., ale... jak się ożywiła jak usłyszała, że Marcin przyjdzie. Lubie ją naprawdę, ale czasami mnie dopada myśl ' ty wredna suko odpierdol się'. Masz chłopaka którego chujasz na lewo i prawo? Masz kochanków?Faceci lecą na Ciebie kiedy chcesz? To łaskawie się odpierdol od tego jednego....i tylko patrzyłam jak całuje GO na pożegnanie w policzek ' oh no z Tobą też się trzeb pożegnac'. JA PIERDOLE. można? można.
I zadziwia mnie to jak pamiętasz... że nie chciałam wtedy z Tobą spać. Znów to dziś wypomniałeś. 6 maja tak? I wszystkie nasze spotkania. heh. so pathetic.
Nie wiem co robić? Zredykować to wszytsko do minimum jak się tylko da? Powiedzieć Ci żebyś się odpierdolił bo mi ciężko? ALe wtedy będzie mi jeszcze bardziej ciężko...Błędne koło.
Mam walczyć? Ale o co ? O to żeby po raz kolejny dać się naiwnie wykorzystać ?
JA PIERDOLE.
Jestem żałosna.
Mam jeszcze kilka dni.....zobaczymy co się wydarzy...
sobota, 27 listopada 2010
What is all about ?
W ciągu zaledwie dwóch dni osiągnęłam więcej niż mogłam przypuszczać. Ale czy napewno?
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
sobota, 13 listopada 2010
Błędne koło.
Pogubiłam się. Po raz 09876545678.....Kurwa. Przez Ciebie.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
sobota, 16 października 2010
Przejadłam się nadzieją... Choruję na naiwność...
Naiwność karmi nas złudzeniami, a potem dziw, że zdychamy z głodu.
Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....
Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.
Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....
Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.
środa, 6 października 2010
let it all disappear.
waiting for the end to come
wising I had strenght to stand
this is not what I had planed
it's out of my control
flying at the speed of light
thoughts were spining in my head
so many things were left unsaid
it's hard to let you go
I know what it takes to move on
I know how it feels to lie
all I want to do
is trade this life for something new
holding onto what I haven't got
Singing in the empty room
trying to forget the past
this was never meant to last
I wish it wasn't so.
Noi wszystko jasne.W sumie nic nie jest jasne.
Ale wiem,że nigdy nie będzie. Zawsze sprawy pozostają w moim życiu niewyjaśnione.
Ale jest wystarczająco jasne i oczywiste.
Kolejna gra. Obłuda. Bezczelność.
Moja chora naiwność. Bo chciałam uwierzyć w dobrą stronę człowieka.
Przecież kurwa od razu wiedziałam jakim typem człowieka jesteś.
Czemu walczyłam ze swoją intuicją? Ze swoją świadomością?
Nie wiem czy bardziej nienawidzę za to siebie czy Ciebie.
Znowu tyle żalu i goryczy.
Przecież chciałam żeby to ruszyło. Noi mam co chciałam.
ALe i tak nie byłam na to przygotowana. Nie można być na to przygotowanym.
Bo człowiek zawsze gdzieś głęboko wierzy, że będzie po jego myśli.
I chuj.
Życie tak bardzo z nas drwi.
Może to moja wina? Szukam wielu wyjaśnień, ale chyba niepotrzebnie.
Nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czasu i siebie na to poświęciłam.
Tyle najbliższych mi osób mogłam rozczarować przez Ciebie.
Wszystko ustawiałam gdzieś podświadomie pod Ciebie skurwysynu.
Mieszkanie....nawet butelkę whiskey, którą przywiozłam.Takie drobiazgi.
Kiedyś razem piliśmy whiskey. Kolejne pierdolone naiwne chwile.
Nie zapomne tej pierdolonej soboty. Od rana to był dziwny dzień.
Dzień mojego przyjazdu do Lbn. Z jednej strony tak ciężko mi było opuszczać dom.
Ale z drugiej....liczyłam na to, że się ułoży. Joff idiotko.
Myślałąm cały czas kiedy Cię zobaczę, czy już jesteś.
Mimo że po raz kolejny potraktowałes mnie podczas rozmowy jak gówno.
Wiedziałam, że jesteś. Tzn. Byłeś w piątek. Usłyszałam od Magdy.
Rodzice odjechali a ja myślałam, że oszaleję, jeśli zostanę w tym mieszkaniu.
No to się okazało, że idziemy do was, do Ciebie i Asi.
Serce miałam pod gardłem,miałam nadzieję, że może się wybierzesz z nami na imprezę.
że przywitasz mnie uśmiechem....być może uściskiem. oh tak to już kompletne bujanie w obłokach.
przeszła mi przez głowę myśl : ah no tak pewnie go nie ma, poszedł ze znajomymi na impreze.
I faktycznie Cię nie było. Byłeś tak gdzie się nie spodziewałam że jesteś.
Usłyszałam tylko :" mam wolną chatę, M-a nie ma, do Wawki pojechał...do dziewczyny. dobrze, dobrze niech jedzie."
Poczułam jakby ktoś mi dał w twarz. Kopnął w brzuch.Wsadził mi rękę w klatkę piersiową i ścisnął mocno serce. Nie mogłam oddychać. Musiałam jednak zachować kamienną twarz. Udałam lekkie zdziwienie, zmusiłam mięśnie mimiczne twarzy do ułożenia się w lekki dziubek, a później lekki uśmiech.Chwyciłam telefon, odruchowo. Wiedziałam do kogo musze to napisać.
Reszta już się nie liczyła. Dojście na przystanek, jazda mpk, impreza u Wiolki, a później klub.
Byłam w pierdolonym amoku i szoku. Starałam sobie przypomnieć co przeoczyłam, co zbagatelizowałam.
Chyba wiele rzeczy. Jedyne to co jeszcze do mnie dotarło co Aska mówiła, to to że wybierał sobie odpowiednie koszulki i się zastanawiał gdzie ją tam zabrać, żeby go było stać. To mnie dobiło. Starał się, zależało mu.
Po prostu czułam jak wali mi się świat, czułam już te gruzy, z którymi będę musiała zmierzyć się rano.
Alkohol troszkę znieczulił. A gdy mama zadzwoniła w nocy, że szczęśliwie dojechali wyszeptałam tylko:
Mamo chcę do domu, chcę wracać.....
On był tu moim światem. Teraz to jest tylko miejsce, w którym musze po prostu być i na każdym kroku zmierzyć się z bolesnym wspomnieniem z Nim związanym.
Łzy mi spływają. Chyba dopiero po raz 2 lub trzeci. Nawet nie byłam w stanie płakać.
Każdego dnia musi mi ktoś lub coś o nim przypominać.
Boję się dowiedzieć która to, jaka to. W sumie nie ma to dla mnie znaczenia.
Widocznie ma więcej niż ja i jest bardziej wyjątkowa.
Tak mi trudno uwierzyć,że to wszystko nic dla niego nie znaczyło.....
The hardest part of ending is starting again.
nie wiem co dalej.
wising I had strenght to stand
this is not what I had planed
it's out of my control
flying at the speed of light
thoughts were spining in my head
so many things were left unsaid
it's hard to let you go
I know what it takes to move on
I know how it feels to lie
all I want to do
is trade this life for something new
holding onto what I haven't got
Singing in the empty room
trying to forget the past
this was never meant to last
I wish it wasn't so.
Noi wszystko jasne.W sumie nic nie jest jasne.
Ale wiem,że nigdy nie będzie. Zawsze sprawy pozostają w moim życiu niewyjaśnione.
Ale jest wystarczająco jasne i oczywiste.
Kolejna gra. Obłuda. Bezczelność.
Moja chora naiwność. Bo chciałam uwierzyć w dobrą stronę człowieka.
Przecież kurwa od razu wiedziałam jakim typem człowieka jesteś.
Czemu walczyłam ze swoją intuicją? Ze swoją świadomością?
Nie wiem czy bardziej nienawidzę za to siebie czy Ciebie.
Znowu tyle żalu i goryczy.
Przecież chciałam żeby to ruszyło. Noi mam co chciałam.
ALe i tak nie byłam na to przygotowana. Nie można być na to przygotowanym.
Bo człowiek zawsze gdzieś głęboko wierzy, że będzie po jego myśli.
I chuj.
Życie tak bardzo z nas drwi.
Może to moja wina? Szukam wielu wyjaśnień, ale chyba niepotrzebnie.
Nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czasu i siebie na to poświęciłam.
Tyle najbliższych mi osób mogłam rozczarować przez Ciebie.
Wszystko ustawiałam gdzieś podświadomie pod Ciebie skurwysynu.
Mieszkanie....nawet butelkę whiskey, którą przywiozłam.Takie drobiazgi.
Kiedyś razem piliśmy whiskey. Kolejne pierdolone naiwne chwile.
Nie zapomne tej pierdolonej soboty. Od rana to był dziwny dzień.
Dzień mojego przyjazdu do Lbn. Z jednej strony tak ciężko mi było opuszczać dom.
Ale z drugiej....liczyłam na to, że się ułoży. Joff idiotko.
Myślałąm cały czas kiedy Cię zobaczę, czy już jesteś.
Mimo że po raz kolejny potraktowałes mnie podczas rozmowy jak gówno.
Wiedziałam, że jesteś. Tzn. Byłeś w piątek. Usłyszałam od Magdy.
Rodzice odjechali a ja myślałam, że oszaleję, jeśli zostanę w tym mieszkaniu.
No to się okazało, że idziemy do was, do Ciebie i Asi.
Serce miałam pod gardłem,miałam nadzieję, że może się wybierzesz z nami na imprezę.
że przywitasz mnie uśmiechem....być może uściskiem. oh tak to już kompletne bujanie w obłokach.
przeszła mi przez głowę myśl : ah no tak pewnie go nie ma, poszedł ze znajomymi na impreze.
I faktycznie Cię nie było. Byłeś tak gdzie się nie spodziewałam że jesteś.
Usłyszałam tylko :" mam wolną chatę, M-a nie ma, do Wawki pojechał...do dziewczyny. dobrze, dobrze niech jedzie."
Poczułam jakby ktoś mi dał w twarz. Kopnął w brzuch.Wsadził mi rękę w klatkę piersiową i ścisnął mocno serce. Nie mogłam oddychać. Musiałam jednak zachować kamienną twarz. Udałam lekkie zdziwienie, zmusiłam mięśnie mimiczne twarzy do ułożenia się w lekki dziubek, a później lekki uśmiech.Chwyciłam telefon, odruchowo. Wiedziałam do kogo musze to napisać.
Reszta już się nie liczyła. Dojście na przystanek, jazda mpk, impreza u Wiolki, a później klub.
Byłam w pierdolonym amoku i szoku. Starałam sobie przypomnieć co przeoczyłam, co zbagatelizowałam.
Chyba wiele rzeczy. Jedyne to co jeszcze do mnie dotarło co Aska mówiła, to to że wybierał sobie odpowiednie koszulki i się zastanawiał gdzie ją tam zabrać, żeby go było stać. To mnie dobiło. Starał się, zależało mu.
Po prostu czułam jak wali mi się świat, czułam już te gruzy, z którymi będę musiała zmierzyć się rano.
Alkohol troszkę znieczulił. A gdy mama zadzwoniła w nocy, że szczęśliwie dojechali wyszeptałam tylko:
Mamo chcę do domu, chcę wracać.....
On był tu moim światem. Teraz to jest tylko miejsce, w którym musze po prostu być i na każdym kroku zmierzyć się z bolesnym wspomnieniem z Nim związanym.
Łzy mi spływają. Chyba dopiero po raz 2 lub trzeci. Nawet nie byłam w stanie płakać.
Każdego dnia musi mi ktoś lub coś o nim przypominać.
Boję się dowiedzieć która to, jaka to. W sumie nie ma to dla mnie znaczenia.
Widocznie ma więcej niż ja i jest bardziej wyjątkowa.
Tak mi trudno uwierzyć,że to wszystko nic dla niego nie znaczyło.....
The hardest part of ending is starting again.
nie wiem co dalej.
piątek, 1 października 2010
Show must go on.
I powrót do tego wszystkiego.
Niby już innego, niby znowu inaczej, a jednak dalej to samo.
To samo w środku mnie.
No może więcej rozgoryczenia, ostrożności
mniej zaufania i złudnych nadzieji.
Ale nadal to coś się we mnie bestialsko tli.
Głupia naiwna idiotka, która nie potrafi ogarnąć siebie i swojego życia.
Nie wiem jak to będzie. Cholernie się boję, ale taka kolej rzeczy.
Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Tylko czy wystarczy sił ? Kiedy powiem sobie....dość ? Tak ostatecznie?
Chyba wraz z końcem mojego istnienia.
But it's time to face the truth,
I will never be with you.
Niby już innego, niby znowu inaczej, a jednak dalej to samo.
To samo w środku mnie.
No może więcej rozgoryczenia, ostrożności
mniej zaufania i złudnych nadzieji.
Ale nadal to coś się we mnie bestialsko tli.
Głupia naiwna idiotka, która nie potrafi ogarnąć siebie i swojego życia.
Nie wiem jak to będzie. Cholernie się boję, ale taka kolej rzeczy.
Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Tylko czy wystarczy sił ? Kiedy powiem sobie....dość ? Tak ostatecznie?
Chyba wraz z końcem mojego istnienia.
But it's time to face the truth,
I will never be with you.
środa, 15 września 2010
The future's in our memories.
Chciałabym wreszcie tu napisać, że coś się zmieniło, że coś się wydarzyło co odmieniło bieg wydarzeń. Jednak nic się takiego nie stało i prawdopodobnie się nie stanie w najbliższym czasie. Już chyba nawet powoli przestaję na to liczyć. Jestem zmęczona, bardzo zmęczona i znudzona tym. Chyba nie mam już siły się starać, żeby to wszystko jakoś ciągnąć, podtrzymać. Gdzieś zgubiłam ostatnio tą siłę i chęć. Chęć na cokolwiek. Już nie chcę tam wracać. Wracać i zacząć to błędne koło od nowa. Tą grę, to udawanie. To mnie zabije, zdusi w środku.TY mnie zniszczysz tą swoją pieprzoną grą. Pewnie masz kurwa ubaw. Moim kosztem. Kolejny skurwiel.Po prostu ciśnie mi się na usta jedno zdanie co do Ciebie "what a fuckin' pussy". Aż trudno mi uwierzyć, że facet może albo być tak cyniczny albo nieogarnięty. Gdyby Ci naprawdę zależało to już byś dawno to doprowadził do porządku. Ale chyba Tobie nie zależy. A ja muszę to zrozumieć. Muszę to sobie wpoić dla własnego dobra. Chcę już odkryć karty, chce już znać dalszy ciąg tej historii, być może koniec. Mam już dość tego martwego punktu i tej zabawy.W sumie nie wiem czemu mnie dopadły po raz kolejny takie myśli, to zrezygnowanie. W sumie jest między nami ostatnio dobrze, nawet bardzo. Ale to był pewnie z Twojej strony kolejny chwytliwy ruch, żebym się za bardzo nie oddaliła, żebym przypadkiem o Tobie skurwielu nie zapomniała.Ale jak widzisz już się na to tak nie nabieram.Po prostu powiedz co masz powiedzieć i daj mi normalnie żyć......To takie żałosne wszystko. Tak bardzo Cię tam będę potrzebować i Twojego wsparcia, ale pewnie go nigdy nie otrzymam. Jebać to wszystko.
wtorek, 24 sierpnia 2010
Lie awake in bed at night
and think about your life
do you want to be different?
try to let go of the truth
the battles of your youth
'cause this is just a game
it's a beautiful lie
it's a perfect denial
such a beautiful lie to believe in
so beautiful, beautiful lie
makes me
it's time to forget about the past
to wash away what happened last
hide behind an empty face
don't ask too much the same
'cause this is just a game
it's a beautiful lie.....
Nienawidzę wieczorów. Nocy. Kiedy siedzę, myślę, wpatruję się tępo w monitor.
Mając nadzieję, że zaraz wszystko się zmieni. Wiem, powtarzam się,.
Już czuję pod powiekami napływające łzy.
Czy to długo jeszcze? Długo jeszcze będę czuć ten uścisk w klatce piersiowej, który powoli przechodzi do gardła?
Mam dość. Dość. Dość. Dość. Tego bólu, tego żalu, tęsknoty.
Chcę zapomnieć, zacząć znów normalnie oddychać.
Czemu czuję, że to już koniec? Tylko czemu z Twojej strony? Też pragnę być taka obojętna.
Nie wiem ile starczy mi jeszcze sił.....Jeśli całe życie mam tak cierpieć i karmić się złudzeniami, to ja nie chcę takiego życia.
and think about your life
do you want to be different?
try to let go of the truth
the battles of your youth
'cause this is just a game
it's a beautiful lie
it's a perfect denial
such a beautiful lie to believe in
so beautiful, beautiful lie
makes me
it's time to forget about the past
to wash away what happened last
hide behind an empty face
don't ask too much the same
'cause this is just a game
it's a beautiful lie.....
Nienawidzę wieczorów. Nocy. Kiedy siedzę, myślę, wpatruję się tępo w monitor.
Mając nadzieję, że zaraz wszystko się zmieni. Wiem, powtarzam się,.
Już czuję pod powiekami napływające łzy.
Czy to długo jeszcze? Długo jeszcze będę czuć ten uścisk w klatce piersiowej, który powoli przechodzi do gardła?
Mam dość. Dość. Dość. Dość. Tego bólu, tego żalu, tęsknoty.
Chcę zapomnieć, zacząć znów normalnie oddychać.
Czemu czuję, że to już koniec? Tylko czemu z Twojej strony? Też pragnę być taka obojętna.
Nie wiem ile starczy mi jeszcze sił.....Jeśli całe życie mam tak cierpieć i karmić się złudzeniami, to ja nie chcę takiego życia.
poniedziałek, 31 maja 2010
So much hate for the ones we love.
It’s cold and dark
I think I’m going insane
The end is coming it’s true
I’m all alone
And I am screaming your name
It seems that’s all I can do
But it’s too late to turn back now
It’s too loud to hear a sound
I’m so lost I can’t be found
It’s too late to turn back now
It’s hard to focus when your life is a blur
It’s hard to see the truth
How can I move on when there’s so much to learn
And every road comes back to you..
Czy ja kiedykolwiek osiągnę wewnętrzny spokój? Chyba się nie zapowiada. Uczucia potęgują się jedno po drugim. Smutek.Żal.Tęsknota.Bezsilność.Złość.Wkurwienie.Nienawiść.Obojetność.Iskra nadzieji.Naiwność.Ciągle zataczam to samo koło. Jestem już tak tym zmęczona, tak zniszczona od środka.ALe to nie jest najbardziej przykre. Najgorsze jest to, że wszędzie widzę fałsz. Przez Ciebie. Nie ufam ludziom wokół siebie, jestem wobec nich podejrzliwa, gdy ktoś jest zbyt miły widzę tylko w tym interesowność. Wydaje mi się jakby wszyscy działali tylko na moją szkodę, jakby to był jakiś spisek. Byle bym się trzymała z dala od Ciebie. Bo przecież jestem tylko słabą Asią, która jak zwykle usuwa się z drogi by zrobić komuś innemu miejsce..komuś lepszemu.Paranoja? Być może.Wszechobecna obłuda.Tak zaczynam Ją nienawidzić, postrzegać w niej kogoś dwulicowego, kogoś kto chce Ciebie mieć dla siebie. Choć nie mam do tego żadnych postaw, przecież ostatnio tak się z nią dobrze dogaduję. Z tą drugą tak samo. Wystarczyło, że zobaczyłam że jesteście znajomymi na fb, a już patrzę na nią inaczej. Widzę w niej zagrożenie. Pomijając, że ona jest bardzo świadoma swoich wdzięków i flirtuje z kim popadnie. Z Tobą też. A mi się tylko pięści zaciskają. Czy musisz mi odbierać dwie tu najbliższe osoby?Już odebrałeś.Już jest za późno.Już spojrzenia i nastawienia nie zmienię. I muszę dalej udawać i grać że już mi nie zależy, że już między nami skończone. Ta maska jest cięższa niż każda inna. A może to po prostu tylko kolejna moja iluzja? Może już wszystko już jest skończone tylko nie chce sama w to uwierzyć? Już prawie uwierzyłam, powiedziałam sobie "wypierdalaj frajerze". A wystarczyło wejść na fb i wszystko legło w gruzach i pojawiły się łzy. Nawet nie miałabym siły już krzyczeć.Jestem tak osłabiona psychicznie... nie poznaję siebie samej.
Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak upośledzony emocjonalnie.
Po prostu zostaw mnie już w spokoju.....
I think I’m going insane
The end is coming it’s true
I’m all alone
And I am screaming your name
It seems that’s all I can do
But it’s too late to turn back now
It’s too loud to hear a sound
I’m so lost I can’t be found
It’s too late to turn back now
It’s hard to focus when your life is a blur
It’s hard to see the truth
How can I move on when there’s so much to learn
And every road comes back to you..
Czy ja kiedykolwiek osiągnę wewnętrzny spokój? Chyba się nie zapowiada. Uczucia potęgują się jedno po drugim. Smutek.Żal.Tęsknota.Bezsilność.Złość.Wkurwienie.Nienawiść.Obojetność.Iskra nadzieji.Naiwność.Ciągle zataczam to samo koło. Jestem już tak tym zmęczona, tak zniszczona od środka.ALe to nie jest najbardziej przykre. Najgorsze jest to, że wszędzie widzę fałsz. Przez Ciebie. Nie ufam ludziom wokół siebie, jestem wobec nich podejrzliwa, gdy ktoś jest zbyt miły widzę tylko w tym interesowność. Wydaje mi się jakby wszyscy działali tylko na moją szkodę, jakby to był jakiś spisek. Byle bym się trzymała z dala od Ciebie. Bo przecież jestem tylko słabą Asią, która jak zwykle usuwa się z drogi by zrobić komuś innemu miejsce..komuś lepszemu.Paranoja? Być może.Wszechobecna obłuda.Tak zaczynam Ją nienawidzić, postrzegać w niej kogoś dwulicowego, kogoś kto chce Ciebie mieć dla siebie. Choć nie mam do tego żadnych postaw, przecież ostatnio tak się z nią dobrze dogaduję. Z tą drugą tak samo. Wystarczyło, że zobaczyłam że jesteście znajomymi na fb, a już patrzę na nią inaczej. Widzę w niej zagrożenie. Pomijając, że ona jest bardzo świadoma swoich wdzięków i flirtuje z kim popadnie. Z Tobą też. A mi się tylko pięści zaciskają. Czy musisz mi odbierać dwie tu najbliższe osoby?Już odebrałeś.Już jest za późno.Już spojrzenia i nastawienia nie zmienię. I muszę dalej udawać i grać że już mi nie zależy, że już między nami skończone. Ta maska jest cięższa niż każda inna. A może to po prostu tylko kolejna moja iluzja? Może już wszystko już jest skończone tylko nie chce sama w to uwierzyć? Już prawie uwierzyłam, powiedziałam sobie "wypierdalaj frajerze". A wystarczyło wejść na fb i wszystko legło w gruzach i pojawiły się łzy. Nawet nie miałabym siły już krzyczeć.Jestem tak osłabiona psychicznie... nie poznaję siebie samej.
Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak upośledzony emocjonalnie.
Po prostu zostaw mnie już w spokoju.....
Miłość niespełniona to specyficzny rodzaj nienawiści. Miejmy się na baczności przed jej ofiarą - myślącym samotnikiem.
— Hagiwara Sakutaro
Subskrybuj:
Posty (Atom)