Jak się sypie to po całości.
Było zbyt dobrze prawda? Musiało się coś zjebać.
Jednak tym razem nad tym tak nie ubolewam.
Okazałeś mi brak szacunku, po raz kolejny.
Obraziłeś mnie. Wkurwiłeś mnie.
Niby nic. Jedno nieprzemyślane zdanie z Twojej strony.
Mogłam znowu to przełknąć, przeboleć...ze strachu żebyś się nie odwrócił, nie odszedł.
Ale jednak nie. Nie potrafię. Już nie.
Po 2 dniach się bezczelnie pytasz czy jestem obrażona.
Dobrze wiesz, że tak i że przesadziłeś.
Nadal nie doczekałam się zwykłego 'Przepraszam'.
Ale piszesz jak gdyby nigdy nic, mimo że wiesz, że mi przykro.
Już się chciałeś dziś spotkać....hah dobrze, że mnie na miejscu nie było.
Nudzi Ci się?Nie masz się z kim spotkać i komu pomarudzić?
Nie masz z kim zapalić i zwracasz się do mnie?
Bezczelny jak zawsze. I z czystym sumieniem, bo nieużywane.
Totalny pospolity skurwiel.
Nieważne w tej chwili, że mam do Ciebie słabość i co do Ciebie czuję.
Znowu jest we mnie ten gniew, co w październiku.
Nie będę tańczyła jak mi zagrasz. To moje rozdanie.
Myślałeś że standardowo pomilczysz trochę i poczekasz aż mi przejdzie?
Tamte czasy już się skończyły. A limit na wyrozumiałość i miłosierdzie dla Ciebie został wyczerpany.
Jeszcze mnie przeprosisz. Za to i za wszystkie moje łzy.
Nie doceniasz mnie....skurwielu.
Albo bierzesz wszystko albo nic. I jeszcze dostaniesz extra prezent na pożegnanie.
czwartek, 3 lutego 2011
piątek, 28 stycznia 2011
I need you to need me.
Ogarnął mnie paniczny strach.
że tracę Ciebie...że tracę to co mamy.
Bo chyba coś mamy prawda?
I znowu płaczę.
I znowu mi źle.
Bo nie może być długo dobrze prawda?
Ten strach mnie paraliżuje.
Znowu się od Ciebie uzależniłam..........:(
Proszę nie odchodź.
że tracę Ciebie...że tracę to co mamy.
Bo chyba coś mamy prawda?
I znowu płaczę.
I znowu mi źle.
Bo nie może być długo dobrze prawda?
Ten strach mnie paraliżuje.
Znowu się od Ciebie uzależniłam..........:(
Proszę nie odchodź.
piątek, 31 grudnia 2010
Got it all wrong.
To był pokręcony rok.
Właściwie cały rok kręcił się wokół Ciebie.
Nie mają teraz większego znaczenia wszystkie inne sukcesy czy porażki.
To wszystko minęło, a Ty nadal jesteś. Ale niby w jakiej postaci? Jako kto?
Jako ktoś kto sprowadza mnie na dno. I jako ktoś kto jako jedyny potrafi mnie z niego wyciągnąć.
Ostatni dzień roku. Chciałam go cholernie z Tobą spędzić. Od dawna o tym myślałam.
Jednak oczywiście nic z tego nie wyszło.
Jeśli się dowiem, że ten wieczór spędziłeś z NIĄ. Bądź przeklęty. Nigdy Ci tego nie wybaczę.
Myśląc właśnie o tym teraz - płaczę. Tak bardzo bym chciała żeby to były ostatnie łzy z Twojego powodu.
Można mieć jakieś życzenie noworoczne?
Mam jedno : please, don't hurt me anymore.
Właściwie cały rok kręcił się wokół Ciebie.
Nie mają teraz większego znaczenia wszystkie inne sukcesy czy porażki.
To wszystko minęło, a Ty nadal jesteś. Ale niby w jakiej postaci? Jako kto?
Jako ktoś kto sprowadza mnie na dno. I jako ktoś kto jako jedyny potrafi mnie z niego wyciągnąć.
Ostatni dzień roku. Chciałam go cholernie z Tobą spędzić. Od dawna o tym myślałam.
Jednak oczywiście nic z tego nie wyszło.
Jeśli się dowiem, że ten wieczór spędziłeś z NIĄ. Bądź przeklęty. Nigdy Ci tego nie wybaczę.
Myśląc właśnie o tym teraz - płaczę. Tak bardzo bym chciała żeby to były ostatnie łzy z Twojego powodu.
Można mieć jakieś życzenie noworoczne?
Mam jedno : please, don't hurt me anymore.
czwartek, 9 grudnia 2010
A mogłeś mieć swój diament....
Jestem zła. Jestem wściekła z bezsilności w którą się wpędziłam.
To Twoja jebana wina. Widzę Cię i mam ochotę wykrzyczeć jak bardzo mi Ciebie brakuje.
Dotykamy się przypadkowo, a ja mam ochotę krzyknąć jak bardzo Cię pragnę. Jak bardzo tęsknię.
Jak bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Dziś przyszedłeś do nas znowu... Piszemy ze sobą prawie każdego dnia?
Chcesz mnie dobić? Zniszczyć? wykończyć? Przecież to był mój cel...ale wiedziałam, że tak będzie.
Że to jest silniejsze ode mnie. To UCZUCIE. Bo to jest uczucie. Ile razy powiedziałam do siebie że Cię kocham? Wiele. O tak odruchowo. Bo napisałeś. Bo się uśmiechnąłeś.Wiem, jestem świadoma, że te słowa nie maja w tej chwili swojego pełnego znaczenia. Miłość to nie to. Choć skąd ja mam wiedzieć, co to miłość? Tą nastoletnią już przerabiałam.... Co mi z tego że jestem DOŚĆ stała w uczuciach? Bo jestem. Czuję się znowu taka bezradna. To już rok jak się znamy. I ciągle to samo przerabiamy. A ja nie wiem w jakiej pozycji jestem. I co ? Pojedziemy teraz na święta do domów..
Ty się zapewne spotkasz ze swoją ukochaną Kasią...A ja będę jak idiotka czekać na gadu aż napiszesz, dokładnie tak jak było w zeszłym roku.
I jestem zazdrosna. Cholernie. I tak było od kiedy tylko Cię poznałam. Jak one wszystkie do Ciebie się zwracają..a nie wypala w środku. 'Ach Marcinku no za mało się dziś wypachniłeś...moja poduszka pachniała Tobą przez tydzień, myślałam, że dziś też tak będzie' i obserwuje jak zbliża swoją głowę do jego szyi, by go powąchać. ' Oh ale kurtka Ci pachnie" bla bla bla. JA PIERDOLE.
Nie mam siły... \W ciągu 2 tygodni widzę Cie chyba 5 raz. Co jest z jednej strony świetne, bo pragnę Cię zobaczyć... a z drugiej tak męczące...bo jesteśmy wśród całej reszty i muszę się zachować tak obojętnie, żeby nikt nic nie zczaił. A czy na osobności zachowałabym się inaczej?
Czy to wszystko ma jakiś jebany sens? I mam zdrową ochotę wyjebać Magdzie jak jest w pobliżu niego. Wiem...pewnie jestem przewrażliwiona., ale... jak się ożywiła jak usłyszała, że Marcin przyjdzie. Lubie ją naprawdę, ale czasami mnie dopada myśl ' ty wredna suko odpierdol się'. Masz chłopaka którego chujasz na lewo i prawo? Masz kochanków?Faceci lecą na Ciebie kiedy chcesz? To łaskawie się odpierdol od tego jednego....i tylko patrzyłam jak całuje GO na pożegnanie w policzek ' oh no z Tobą też się trzeb pożegnac'. JA PIERDOLE. można? można.
I zadziwia mnie to jak pamiętasz... że nie chciałam wtedy z Tobą spać. Znów to dziś wypomniałeś. 6 maja tak? I wszystkie nasze spotkania. heh. so pathetic.
Nie wiem co robić? Zredykować to wszytsko do minimum jak się tylko da? Powiedzieć Ci żebyś się odpierdolił bo mi ciężko? ALe wtedy będzie mi jeszcze bardziej ciężko...Błędne koło.
Mam walczyć? Ale o co ? O to żeby po raz kolejny dać się naiwnie wykorzystać ?
JA PIERDOLE.
Jestem żałosna.
Mam jeszcze kilka dni.....zobaczymy co się wydarzy...
To Twoja jebana wina. Widzę Cię i mam ochotę wykrzyczeć jak bardzo mi Ciebie brakuje.
Dotykamy się przypadkowo, a ja mam ochotę krzyknąć jak bardzo Cię pragnę. Jak bardzo tęsknię.
Jak bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Dziś przyszedłeś do nas znowu... Piszemy ze sobą prawie każdego dnia?
Chcesz mnie dobić? Zniszczyć? wykończyć? Przecież to był mój cel...ale wiedziałam, że tak będzie.
Że to jest silniejsze ode mnie. To UCZUCIE. Bo to jest uczucie. Ile razy powiedziałam do siebie że Cię kocham? Wiele. O tak odruchowo. Bo napisałeś. Bo się uśmiechnąłeś.Wiem, jestem świadoma, że te słowa nie maja w tej chwili swojego pełnego znaczenia. Miłość to nie to. Choć skąd ja mam wiedzieć, co to miłość? Tą nastoletnią już przerabiałam.... Co mi z tego że jestem DOŚĆ stała w uczuciach? Bo jestem. Czuję się znowu taka bezradna. To już rok jak się znamy. I ciągle to samo przerabiamy. A ja nie wiem w jakiej pozycji jestem. I co ? Pojedziemy teraz na święta do domów..
Ty się zapewne spotkasz ze swoją ukochaną Kasią...A ja będę jak idiotka czekać na gadu aż napiszesz, dokładnie tak jak było w zeszłym roku.
I jestem zazdrosna. Cholernie. I tak było od kiedy tylko Cię poznałam. Jak one wszystkie do Ciebie się zwracają..a nie wypala w środku. 'Ach Marcinku no za mało się dziś wypachniłeś...moja poduszka pachniała Tobą przez tydzień, myślałam, że dziś też tak będzie' i obserwuje jak zbliża swoją głowę do jego szyi, by go powąchać. ' Oh ale kurtka Ci pachnie" bla bla bla. JA PIERDOLE.
Nie mam siły... \W ciągu 2 tygodni widzę Cie chyba 5 raz. Co jest z jednej strony świetne, bo pragnę Cię zobaczyć... a z drugiej tak męczące...bo jesteśmy wśród całej reszty i muszę się zachować tak obojętnie, żeby nikt nic nie zczaił. A czy na osobności zachowałabym się inaczej?
Czy to wszystko ma jakiś jebany sens? I mam zdrową ochotę wyjebać Magdzie jak jest w pobliżu niego. Wiem...pewnie jestem przewrażliwiona., ale... jak się ożywiła jak usłyszała, że Marcin przyjdzie. Lubie ją naprawdę, ale czasami mnie dopada myśl ' ty wredna suko odpierdol się'. Masz chłopaka którego chujasz na lewo i prawo? Masz kochanków?Faceci lecą na Ciebie kiedy chcesz? To łaskawie się odpierdol od tego jednego....i tylko patrzyłam jak całuje GO na pożegnanie w policzek ' oh no z Tobą też się trzeb pożegnac'. JA PIERDOLE. można? można.
I zadziwia mnie to jak pamiętasz... że nie chciałam wtedy z Tobą spać. Znów to dziś wypomniałeś. 6 maja tak? I wszystkie nasze spotkania. heh. so pathetic.
Nie wiem co robić? Zredykować to wszytsko do minimum jak się tylko da? Powiedzieć Ci żebyś się odpierdolił bo mi ciężko? ALe wtedy będzie mi jeszcze bardziej ciężko...Błędne koło.
Mam walczyć? Ale o co ? O to żeby po raz kolejny dać się naiwnie wykorzystać ?
JA PIERDOLE.
Jestem żałosna.
Mam jeszcze kilka dni.....zobaczymy co się wydarzy...
sobota, 27 listopada 2010
What is all about ?
W ciągu zaledwie dwóch dni osiągnęłam więcej niż mogłam przypuszczać. Ale czy napewno?
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
Czy to tylko moja naiwna wyobraźnia? Nie dosyć, że dzień w dzień pisałeś do mnie na gadu jak byłeś w domu, to ten sms w czwartek... No rozjebałeś mnie przyznaję. Byłam właśnie w momencie pt. iść czy nie iść i jak to będzie wyglądać? Ale to, że napisałeś i co napisałeś przesądziło. Już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Mogłam być suką. Napisać, że przyjdę, ale nie iść. A później wyobrażać sobie, że było Ci przykro. Ale nawet nie mogłam być w najmniejszej części pewna że właśnie czułbyś rozczarowanie. Pewnie nie większe niż to które ja bym czuła wobec siebie gdybym nie poszła. Nie mogłam przegapić takiej okazji. I to nie było spotkanie przez przypadek. Po prostu chciałeś żebym przyszła, nawet pobyć ze mną sam na sam. Ta jebana satysfakcja wylewała mi się uszami. Bo usta są zajęte wiecznie przez wypływający sarkazm.
To spotkanie było.....niesamowite. Niby takie lekkie, bezbronne. A ja ciągle czułam to napięcie patrząc na Ciebie. Nic się nie zmieniło tej kwestii. Działasz na mnie dalej tak samo.Albo i mocniej po tych kilku miesiącach. Widzę w Tobie skurwiela, tego skurwiela, co złamał mi serce, wiem kim i jaki jesteś. A mimo to mam ochotę być przy Tobie, patrzeć na Ciebie, uśmiechać się, rozmawiać z Tobą...dotknąć Cię, przytulić. Znowu mnie onieśmielasz. Nie wiedziałam co do Ciebie mówić wiesz? Nie wiedziałam jak się zachowywać....Zachowywałam się przyzwoicie. Przy Aśce nie pozwoliłam sobie na ani jeden ruch, który wskazywałby, że między nami coś może być. Uśmiechałam się do Ciebie, patrzyłam Ci prosto w oczy. Wiem, że lubisz moje oczy. Nawet potrafiłam wspomnieć nasz 'wypad' na piwo. Zapamiętam go do końca życia. Było mi po prostu tam dobrze. W Twoim pokoju, na Twoim łóżku i Ty obok siedzący na fotelu. Choć mógłbyś być jeszcze bliżej. Wiem, że gadałeś do Aśki, żeby mnie przekonała, żebym została. Jak stałam przy Twoim komputerze i zmieniałam muzykę a Ty siadłeś i się po prostu mi przyglądałeś. Zupełnie tak jak kiedyś. Nie mogłam usnąć wiedząc, że jesteś obok w pokoju. A rano? Leżałam i myślałam sobie jak Aśce zazdroszcze, że widuje Cie każdego ranka. Z koszulką czy bez. Że możecie oboje być w łazience. On się goli. Ona myje zęby. Kurwa jakie to banalne. Ale byłeś jakiś dziwny rano. Taki...nieobecny. I jak wtedy padło to pytanie "ALe chyba nie dzwoniłeś do Kaśki?". Aż zamarłam w środku. "nieee". Nie widziałam wyrazy Twojej twarzy, spojrzenia. Bałam się podnieść wzrok. Nawet nie mrugnęłam. Co to do kurwy miało znaczyć? Że macie jakieś spięcie? Czy że po prostu było za późno a Marcinkowi się włączył syndrom tęsknoty po alkoholu ? Miałam się tego dowiedzieć. Ale chyba się jednak nie dowiem. I jak wychodziłam..aż mnie ścisnęło, że już idę. W sumie mogłam poczekać, aż ty będziesz wychodził. Ale nie.....Czułam się cholernie dziwnie. Ledwo wyszłam i już tęskniłam. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się czy dla Ciebie choć w minimalnym stopniu to spotkanie miało takie znaczenie jak dla mnie. Wychodzi na to, że tak. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam coś zrobić, musiałam Ci coś napisać. Może jakby odwdzięczyć się za Twojego smsa? No Twoja odpowiedz mnie powaliła po raz kolejny. Piwo ?! Cały rok czekałam, żebyś coś takiego sam zaproponował bez żadnych ceregieli. a tu proszę. a później, że wpadniesz z dyskiem? WTF koleś?! Przestałeś się pierdolić i od razu atakujesz? O co Ci chodzi ?
Osiągnąłeś to co zapewne chciałeś. Siedzę tu, myślę, analizuję i tęsknie za Tobą.
A to wszystko pewnie kolejna wielka ściema, którą wyolbrzymiam.
Tylko namawia mnie do zrobienia konkretnego kroku, który będzie moim ostatnim.
W przepaść. A Ty mnie znowu nie będziesz próbował złapać.
Nie chce być po raz kolejny dorywczą zabawką. Nie wiem, co mam robić.
Potrzebny znowu duży nakład cierpliwości.
Ciekawe czy faktycznie przyjdziesz. JEśli tak....to zrobie wiele, żeby sprawić, że nie będziesz już chciał wyjść. Czy potrafie? Skoro teraz w sumie podziałałam bez zarzutu...
Nie mogę zapomnieć, że Ty nadal jesteś tym samym skurwielem czekającym na okazję, żeby mnie zranić. Pod tym względem nie mogę dać się zaskoczyć.
sobota, 13 listopada 2010
Błędne koło.
Pogubiłam się. Po raz 09876545678.....Kurwa. Przez Ciebie.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
Już miałam nadzieję, że będę sobie mogła powiedzieć :
I'm over it. I'm over you motherfucker.
ALE KURWA NIE.
Bo musiałeś wrócić jak jakiś jebany bumerang z bukietem wspomnień, który miał ostatecznie zwiędnąć i paczką emocji, która tylko czeka, aby ją otworzyć.
Po co znów do mnie piszesz? No po co? Nie masz wystarczającej ilości 'koleżanek' żeby sobie pogawędzić. O i Twoja nowa koleżanka do pogawędek Madzia.Jak kurwa miło. Jaki jest Twój cel, cel Twojej jebanej gierki?
Jestem zła. Na Ciebie. I na siebie. Że sobie pozwalam na to wszystko. Z początku to było z czystej ciekawości.A później...moja złość złagodniała, osłabiłeś ją.
O właśnie jesteś dostępny na gadu. Ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy ja jestem na widoku,pierwszy raz od dłuższego czasu. Jebał Cie pies panie M.Myślisz, że do Ciebie napisze ?
No fuckin' way.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że odezwiesz się znowu. I się odezwałeś po raz drugi.
I pozwoliłam sobie pomyśleć, że może zatęskniłeś.
Przez ten miesiąc nie pozwalałam do siebie dopuścić żadnych pozytywnych emocji co do Ciebie, nie pozwalałam się łudzić i tęsknić, bo stwierdziłam, że nie ma za czym.
I teraz właśnie pozwoliłam sobie zatęsknić.
I pozwoliłam sobie czekać na to, że napiszesz.
I pozwoliłam sobie uzależnić znów swój nastrój od Ciebie.
Głupia naiwna idiotka. Muszę się ogarnąć, otrząsnąć. Ale jak?
Paradoksalnie mam wiele okazji czy wymówek żeby Cię zobaczyć.
I w takiej chwili są we mnie dwie sprzeczności. Jedna cześć mnie nie chce Cie widzieć. Boi się konsekwencji tego spotkania.A może po prostu boje się, że przekonam się że jestem mu naprawdę obojętna? Druga część mnie strasznie chce Cie zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Bo zatęskniłam. Tylko która część jest przważająca? Jebane błędne koło. Chyba ten zasrany strach, bo dziś znów przejebałam okazje. Ze świadomością. A później mam pretensje do siebie, że ją przejebałam.
Spierdalaj z mojego życia....Proszę. Z całym tym syfem, który po sobie zostawiłeś.
Szkoda, że nie umiem Ci tego powiedzieć prosto w twarz.
Życie to dziwka, ale jak płacisz to wymagaj.
sobota, 16 października 2010
Przejadłam się nadzieją... Choruję na naiwność...
Naiwność karmi nas złudzeniami, a potem dziw, że zdychamy z głodu.
Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....
Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.
Wygląda na to, że ta rozrywka dobiegła końca.
Choć jak zwykle nie doczekałam się spektakularnego finału.
Po raz kolejny komuś darowałam, odpuściłam? Tak.
Ale chyba tylko ja uważam, że miałabym do tego prawo.
Prawo do kilku słów szczerości i wyjaśnień. Ale paradoksalnie jak można od kłamcy i obłudnika wymagać szczerości? Wyrzuty sumienia, sentyment? No fuckin' way. Ale obiecuję sobie, że jeśli tylko nadarzy się okazja, żeby choć w minimalny sposób się odegrać to to zrobię. Jesteś dla mnie zerem. Nikim. Nie mam do Ciebie żadnego szacunku, gardzę Tobą. Może przemawia przeze mnie ta chwilowa złość i nienawiść oszukanej naiwnej idiotki. To nie ma znaczenia.
Po prostu nie mogę ogarnąć myśli jak można być takim skurwielem. Tchórzem. Nie mieć jaj.
Pewnie Ci wszystko uchodzi płazem.
Już kilka razy się mijamy. Unikamy. Może to lepiej. Gdzieś w głębi jeszcze ten pierdolony sentyment mówi mi, że chciałabym Cię zobaczyć, usłyszeć, poczuć.
Ale coś innego mówi mi : nigdy więcej, nie chcę Cię znać, wypierdalaj z mojego życia. Chciałabym Cię usunąć ze znajomych z fejsa. Nie dlatego żeby coś udowodnić, zasygnalizować, bo to by było dziecinne. Po prostu żeby miniaturka Twojego pierdolonego zdjęcia nie wyświetlała mi się w najmniej oczekiwanym momencie. Ciebie już nie ma w moim życiu, a ja nadal czuję się przez Ciebie osaczona. Ciągle Cię mam w myślach. Tak cholernie chcę zapomnieć. Ty cyniczny draniu.
Nie potrafię opisać co czuję w tej chwili. Tak jakbym sama przed sobą coś udawała.
Po cholerę to tak długo podtrzymywałeś? No po co ? Bawiło cię to? Zapewne bywam zabawna z roli uprzejmej idiotki. Wierzę jednak w jedno. NAdejdzie taka chwila, taki moment, że poczuję zajebistą satysfakcję. A ty będziesz żałował. Choćby przez ułamek sekundy. Ale pożałujesz.Bo sam wywołałeś we mnie ogrom nienawiści i agresji.I wtedy mój uśmiech będzie zupełnie szczery....
Czasem chciałabym umieć być suką,
wszystko, co było puścić z dymem,
pierdolić cały ten sentyment.
Subskrybuj:
Posty (Atom)